sobota, 11 lutego 2012

Odzyskać Amethis

Rano, gdy Eragon z Aryą poszli na spacer, a Arthur i Amethis latali w towarzystwie Opheili, Lili poszła do Saphiry. Tylko one dwie zostały w domu. Smoczyca leżała na swoim posłaniu. Nie spała, ale ignorowała wszystko, co działo się dookoła. Dopiero, kiedy wyczuła elfkę, uniosła głowę i spojrzała jej prosto w oczy.
 Ach, to ty...- mruknęła Saphira.- Czego chcesz?
-Saphiro...- Lili się zawahała, ale po chwili namysłu kontynuowała.- Pamiętasz naszą wczorajszą wycieczkę?
Jakże mogłabym zapomnieć? Smoki mają lepszą pamięć niż dwunogi: ludzie i elfy. Ale jeśli chcesz mnie zanudzać swoimi wspomnieniami, czy coś w tym rodzaju, to lepiej idź już.
Lili nie wiedziała, co robić dalej. Wiedziała, że z tonu jakim mówiła Saphira i jej zachowania wynika, iż łatwo może się zezłościć, ale należało spróbować.
- Rozmawiałam z Amethis. Było  tak, jak mówiłaś. Amethis stwierdziła, że nie kocha Arthura, tak, jak powinna kochać swego Jeźdźca. A za to mnie wzięła za swoją najlepszą przyjaciółkę. Potem przez dość dużo czasu rozmyślałam nad tym, co mówiłaś. Jeszcze nie jest za późno, bym mogła być Smoczy Jeźdźcem.
Saphira ziewnęła. Jej wielkie szczęki złączyły ze sobą sufit i podłogę.
Czemu mi to mówisz, Lili?
-Bo potrzebuję twojej pomocy. No bo... W jaskini Arthur uwierzył mi na słowo. Wiedział, że go nie wydam, bo boję się o pisklaka. Ale potem, widząc moje wahanie, gdy Amethis dorastała, zapewne stwierdził, że mogę nie wytrzymać i wszystko powiedzieć rodzicom. Wówczas kazał mi złożyć przysięgę w pradawnej mowie. Przysięgłam mu, że ani Amethis, ani rodzice czy smoki, nie poznają prawdy. Ty o tym wiedziałaś, więc dlatego mogę teraz z tobą o tym rozmawiać bez ograniczeń.
Ale czego ode mnie oczekujesz?
-Chciałabym, żebyś powiedziała prawdę rodzicom i Amethis. Możesz to zrobić?
Smoczyca zawarczała, ale dopiero po chwili Lili zrozumiała, że to jest chichot.
Jak?-Saphira starała się pohamować rozbawienie.- Przyrzekłam milczeć. Zapomniałaś, jak mnie do tego zmusiłaś?

Elfka istotnie zapomniała, ale zaraz przyszedł jej do głowy dobry pomysł.
-Zwalniam cię z obietnicy, Saphiro- rzekła w pradawnej mowie.- Czy to wystarczy?
To się dopiero okaże. Myślę, że nie będzie z tym problemu. Och... Eragon wrócił. Ale nie czas teraz na tak druzgocące wyznania. Później im powiem, a teraz się przywitam.
Smoczyca wyskoczyła ze swojego legowiska na zewnątrz. Ciasną spiralą obleciała dom, lądując obok Eragona i Aryi.

*          *          *

Przy obiedzie Arthur był cały w skowronkach. Radośnie opowiadał Eragonowi o jego locie na Amethis.
-Ona jest cudowna!- zawołał radośnie.- Zanurkowała do morza, chodziła po dnie. Widzieliśmy węża morskiego i...
-Masz na myśli Nidhwala?!-Eragon wyglądał na przerażonego.
-Może, ale co w tym...
-Arthurze, mnie i Saphirę kiedyś omal nie pożarł jeden z nich. Powinieneś bardziej uważać. I dziwię się, że Amethis tak strasznie cię naraziła. Smok powinien być gotów oddać życie za swojego Jeźdźca...
Czas działać- oznajmiła Saphira do Lili.
Smoczyca ryknęła, zagłuszając dalsze słowa Eragona. Ponieważ wszyscy jedli zawsze na zewnątrz, by smoki mogły im towarzyszyć, teraz każdy patrzył na Saphirę. Smoczyca przeszła przez środek jak kot. Dumnie unosiła ogon i głowę, stąpała z majestatem.
Wybaczcie- powiedziała- ale zaszło pewne nieporozumienie. To nie Arthur jest Jeźdźcem Amethis.
To słowa zawisły w powietrzu.
Nie?- spytała Amethis, ale radość promieniowała z niej bardziej niż zdziwienie, czy złość, że ją oszukano.
Nie.
A więc kto?- wtrąciła Opheila.
Lili oczywiście- wszyscy spojrzeli zaskoczeni na elfkę, a smoczyca mówiła dalej.- Dziwi was to? Amethis wykluła się dla Liliany, ale miała problem. Znalazła się w niewłaściwym miejscu i czasie. Arthur, będący w pobliżu, był zbyt zdeterminowany, by odpuścić szansy bycia Jeźdźcem. Ale Lili miała lepszy refleks i szybko dotknęła smoczycę. Niestety potem pojawiły się komplikacje. Zresztą, co ja wam będę opowiadać? Patrzcie.
Smoczyca pokazała im wspomnienie z owego dnia, wszystko, co widziała, patrząc oczami elfki. Potem wyjaśniła im skąd ma to wspomnienie.
Eragon rozgniewał się wiedząc o oszustwie jego dzieci. Arthurowi kazał natychmiast iść do swojego pokoju i nie wychodzić z niego do odwołania. Złość na córkę szybko mu minęła. Pamiętał, co on sam zrobił, by chronić Saphirę. Nie ukarał więc jej, ale powiedział, że od jutra zacznie swoje szkolenie, a będzie ono dość rygorystyczne, bo mają dużo do nadrobienie.
Potem wszyscy poszli do domu, a na zewnątrz zostały tylko Lili i Amethis. Elfka siedziała na ziemi, opierając się o ciepły brzuch smoczycy.
Wiedziałam. Wiedziałam, że to ty jesteś moim Jeźdźcem!- rzekła smoczyca ukontentowana.

sobota, 4 lutego 2012

Rozmowa nad morzem

Dni mijały i Lili była coraz bardziej przygnębiona. Widziała jak Amethis się rozwija, dorasta. Miała zaledwie miesiąc, gdy Arthur jej dosiadł i od tej pory Eragon i Saphira zaczęli ich szkolić. Elfka widziała zakłopotanie brata, gdy musiał zrobić coś, co przychodziło mu z trudem, a dla Jeźdźca powinno być proste.
Pewnego dnia Opheila zaproponowała wszystkim, by polecieli nad morze, gdzie było kilkanaście minut drogi, jeśli się leciało na smoku.
-Nie zauważyłaś, że ja nie mam smoka?- mruknęła Lili i zamrugała szybko, by przegonić zbierającą się w kąciku oka łzę.
Smoczyca rozciągnęła się i ziewnęła.
No i? Polecisz na mnie. Chyba Arya nie będzie miała nic przeciwko?
Ostatnie słowa skierowała do swojego Jeźdźca.
-Nie. Wręcz przeciwnie- odparła Arya.
Wszyscy wyszli z pokoju (znajdowali się w największy z pokoi, gdzie Saphira mieściła się bez problemu.) Została tylko Lili i Saphira. Elfka początkowo nie zauważyła obecności smoczycy. Stała nieruchomo ze spuszczoną głową. Dopiero gdy podniosła głowę zobaczyła ją.
Nie masz swojego smoka, tak?- spytała.
W głosie smoczycy nie było nawet nuty złośliwości.
-Saphiro, ja...-zaczęła Lili, ale przerwało jej warknięcie.
Jakimże Jeźdźcem trzeba być, by wyprzeć się własnego smoka?
Arthur jest szczęśliwy- Lili przerzuciła się na rozmowę w myślach, by nikt nie usłyszał, a wiedziała, że Saphira ograniczyła kontakt myślowy z Eragonem, żeby nie podsłuchał ich rozmowy.- Bardziej nadaje się na Smoczego Jeźdźca niż ja.
Kogo chcesz oszukać? Mnie czy może nawet siebie? Myślisz, że gdy sama w to uwierzysz łatwiej pogodzisz się ze stratą Amethis? To, co zrobiłaś, jest okropne. To jak śmierć za życia. Straciłaś swoją smoczycę, choć ona nadal żyje, a ty musisz się pogodzić z tym, że nie masz żadnych praw do niej. Ale nie myśl, że to będzie takie proste... Gdy Amethis była pisklakiem, nie mogła wiedzieć kto jest jej Jeźdźcem. Teraz podrosła. Zdaje sobie sprawę z tego, iż nie czuje więzi łączącej ją z Arthurem i wkrótce zacznie się zastanawiać dlaczego.
Lili zaczęła płakać, a Saphira przyłożyła swój łuskowaty policzek do jej twarzy.
Nie płacz. Możesz to jeszcze naprawić. Och, Eragon mnie wzywa. Otrzyj łzy i chodź na zewnątrz. Może być wspaniale nad wodą.
J...już... już idę- wyjąkała Lili.

*          *          *

Nad morzem Arya znalazła kawałek piaszczystej plaży (większość stanowiło kamienne wybrzeże) i rozłożyła tam koc. Smoki wniosły się w górę, a elfy (i Eragon) usiedli na kocu. Wszyscy pałaszowali podwieczorek, jedynie Lili odmówiła. Wolała obserwować smoki. To znaczy, miała nadzieję, że rodzice w to uwierzą, bo w rzeczywistości obserwowała tylko Amethis.

Słońce świeciło oświetlając ametystowe łuski. Widok ten był przepiękny.
Ale nie mogła się nim długo nacieszyć, bo młoda smoczyca szybko się zmęczyła. Arthur spoglądał na nią jednocześnie z podziwem i ze złością, że to nie jemu przypadło być jej PRAWDZIWYM Jeźdźcem.
Chodź na chwilę, Lili- powiedziała smoczyca.- Chcę ci coś powiedzieć.
Arthur wstał szybko.
-Myślę, że to nie jest dobry...- zaczął.
-Spokojnie, Arthurze- powiedziała po czym w myślach jedynie do niego dodała:
Pamiętam umowę.
Poszła ze smoczycą wzdłuż wybrzeża.
Boję się, Lili- rzekła.- Wiem, że powinnam kochać Arthura, być gotową oddać za niego życie, ale ja... nawet go nie lubię. Czy on naprawdę jest moim Jeźdźcem?
Lili nie mogła zaprzeczyć. Ponieważ smoczyca zaczęła rozmowę w pradawnej mowie, wypadało odpowiedzieć jej w tym języku. Ale nie mogła też potwierdzić. Postanowiła więc uciec się do pewnej sztuczki: nie odpowie jasno na pytanie:
-Wątpisz w to? Nie martw się, Arthur nie jest taki zły. Być może kiedyś zrozumiesz skąd pochodzą te twoje wątpliwości.
Elfka położyła jej rękę na łopatce.
Wiesz co? Lubię cię. Mogłam wybrać ciebie na mojego Jeźdźca. Nie wiem, gdzie ja miałam oczy wykluwając się dla Arthura.
-Oczy miałaś w jaju.-odparła Lili i obie zaczęły się śmiać.- Ja ciebie też lubię. Ale nie mów mojemu bratu tego, co mi powiedziałaś. Będzie...- chciała powiedzieć ,,mu przykro", ale wiedziała, że to nie prawda i pradawna mowa utkwiła jej słowa w ustach.- Będzie zły na mnie i powie, że mu cię zabrałam. Leć już. Wracaj do matki i siostry. No dalej!
Klepnęła ją lekko w udo. Smoczyca wzbiła się w górę.
Kocham cię, Lili...- szepnęła Amethis niemal niedosłyszalnie.
Liliana zesztywniała na te słowa, postanowiła jednak nie zostawić ich bez odpowiedzi.
Ja ciebie też, Amethis.
Elfka postanowiła wrócić do rodziny, bo podczas tej rozmowy, trochę się od nich oddaliła. Nie prosiła smoczycy o to, by ją zaniosła, bo już wyobrażała sobie reakcje Arthura, gdyby zobaczył swoją siostrę na ,,JEGO" smoku.
Saphira miała rację- pomyślała Lili.- Jeszcze nie jest za późno, by odzyskać Amethis. MOJĄ Amethis...

sobota, 28 stycznia 2012

Amethis

Następne pół godziny Lili spędziła na tłumaczeniu rodzicom co się stało Saphirze, bo rozjuszona smoczyca nie chciała rozmawiać z nikim. Zamknęła umysł i nie dopuszczała nawet Eragona. Lila mówiła, że jest głodna, ale ani Eragon, ani Arya nie zamierzali jej wpuścić do domu bez sensownych wyjaśnień. Więc elfka musiała coś szybko wymyślić.
-No bo...- zaczęła wypowiadając każdą literę powoli, grając na czas.- To moja wina... Powiedziałam Saphirze, że... że jest głupia, bo zgodziła się, by Arthur podszedł do jej jaj... I pokłóciłyśmy się.
-To idź ją przeproś- nakazał Eragon.
-Oczywiście, ale nie teraz. Niech trochę ochłonie.
-Dobrze, Liluś, a teraz chodź jeść.
Po jedzeniu Eragon postanowił skontaktować się z synem. Nalał trochę wody do naczynia (swoje widzące lustro zostawił Arthurowi).
-Draumr kópa (senna wizja)- powiedział.
Po chwili tafla wody zastygła i zobaczył w niej obraz syna.
Porozmawiali chwilę (Eragon niezmiernie się ucieszył słysząc, że smok się wykluł).
Saphiro- powiedział Eragon- zejdź na dół. Polecimy po Arthura.
To sobie leć!- warknęła smoczyca.- Ja tu zostaję.
Eragona zaskoczyła jej odpowiedź. Smoczyca nigdy wcześniej się tak nie zachowywała. Zawsze cieszyła się lotem z nim i korzystała z każdej okazji by zostać z nim sama wśród chmur. Jednak Jeździec nie śmiał się z nią kłócić. Postanowił poprosić Opheilę o pomoc.
Oczywiście, że cię tam zaniosę- powiedziała młoda smoczyca.- Powiesz Aryi, że lecimy, czy ja mam to zrobić?
-Ja się tym zajmę. Ty zleć na dół i się przyszykuj do lotu. Rozprostuj skrzydła, rozruszaj się, a ja zaraz wrócę.
Opheila natychmiast wystartowała. Zatoczyła krąg nad domem i wylądowała, a chwilę później wrócił Eragon, niosąc w rękach smocze siodło. Zarzucił je jej na grzbiet. Właśnie dopinał ostatni pasek podtrzymujący siodło, gdy podeszła do niego Lili.
-Mogę lecieć z wami?- spytała elfka.
Nie mam nic przeciwko- odparła Opheila na tyle szybko, by Eragon nie zdążył odmówić.
Co prawda złota smoczyca nie wiedziała o tym, że to właśnie Lili jest Smoczym Jeźdźcem, a nie Arthur, ale i tak darzyła ją dużą sympatią.
-Nie jestem pewien- zawahał się Eragon.- A co jak spadniesz?
Nie spadnie- stwierdziła Opheila i zwróciła się do Lili.- Wskakuj, pisklaku.
Lili bardzo zręcznie wdrapała się na siodło. Zapięła podtrzymujące nogi rzemienie, które odstąpił jej ojciec. Gdy siedzieli już oboje u nasady szyi smoczycy, ona wystartowała. Leciała wysoko nad ziemią. Lili po raz pierwszy dosiadała smoka. Bardzo jej się podobało.
A więc to tak jest dosiadać smoka?- pomyślała.- Nie wiem jak Saphira, Opheila i rodzice wytrzymują na ziemi, skoro w górze jest tak cudownie! Mogę jedynie rozpaczać na myśl, że nigdy nie dosiądę mojego smoka albo zrobię to tylko wówczas, gdy Arthur się łaskawie zgodzi.
Jak ci się podoba lot?- spytała smoczyca.
-Jest cudownie!!!- krzyknęła Liliana.
- Rad jestem, że ci się podoba- oznajmił Eragon.- Może niedługo będziesz miała swojego smoka. Wtedy w pełni zrozumiesz, co oznacza dla Jeźdźca lot ze swym smokiem. Gdy jesteście w chmurach i otworzycie przed sobą umysły czujesz radość, jaką z lotu czerpie smok i miesza się to z twoimi własnymi uczuciami. Do tego możesz przewidzieć każdy ruch smoka... To jest nie do opisania słowami.
Eragon wniknął córce do umysłu i przekazał jej swoje uczucia, i to w jaki sposób patrzy na świat, gdy lata z Saphirą
-A tak w ogóle to wiesz, co się stało Saphirze? Jest zła na cały świat o coś, czego nie mogę odgadnąć.
-Nie wiem- Lili westchnęła z myślą ,,A więc tak bym się czuła, gdybym nie przystała na umowę Arthura?" i kontynuowała:- Przejdzie jej. Daleko jeszcze?
Nim Eragon zdążył odpowiedzieć, Opheila ryknęła i zanurkowała w dół (cały czas lecieli nad chmurami). Wtedy Smoczy Jeźdźcy zobaczyli ziemię. Skała, do której lecieli znajdowała się właśnie pod nimi.Smoczyca nie przestała ryczeć, dopóki z jaskini nie wybiegł Arthur z pisklakiem na rękach. Wtedy zamknęła paszczę, machnęła raz mocno skrzydłami, by spowolnić spadanie i nie zderzyć się z ziemią, po czym delikatnie wylądowała.
Eragon zsiadł z jej grzbietu, a Lili pozostała nieruchoma.
Co?- spytała smoczyca- Nie idziesz się przywitać z bratem?
Wyobraź sobie, że nie!- odpowiedziała Lili w myślach, co było dziwne, bo zwykle kontaktowała się ze smokami na głos, ale teraz chciała, by tylko Opheila ją słyszała.
Arthur wdrapał się na siodło z małym smoczkiem, a za nim Eragon zrobił to samo.
I Opheila ruszyła w drogę powrotną.
-Może opowiesz nam, jak to było, gdy smoczek się wykluł?- zaproponował Eragon.
-A kogo to obchodzi?!- krzyknęła Lili wściekle.
Uciszył ją niski warkot.
-Ciiiiicho!- zagrzmiała smoczyca.- Ja też chcę to usłyszeć.
Arthur wzruszył ramionami zakłopotany. Mocniej przytrzymał pisklaka, by ten nie spadł, i zaczął irrealną opowieść:
-A więc to było tak... Jak zostałem sam w jaskini, wziąłem jaja na ręce. Delikatnie przejechałem palcami po zdobiących je żyłkach i przemówiłem do smoczków. Mówiłem kim jestem, kim ona są. Potem sięgnąłem myślami najpierw do brązowego, a potem do fioletowego. U żadnego nie wyczułem uczuć, które by decydowały o tym, że przypadłem mu lub a jej, bo ten drugi był smoczycą pisklak, do gustu, choć wydawało mi się, że ona zwróciła na mnie dość dużą uwagę. Sięgając do jej myśli czułem się, jakbym rozmawiał z Saphirą, tylko że JA cały czas mówiłem, a smok milczał. Siedziałem tam dość dużo czasu. Nagle zaburczało mi w brzuchu. W panującej cisz odgłos ten przypominał ryk niedźwiedzia lub innego dużego zwierza, więc zerwałem się na równe nogi (no bo cały czas siedziałem). Dopiero po chwili zorientowałem się, że to mój żołądek i wybuchnąłem śmiechem. Postanowiłem upiec kilka jabłek na ognisku, żeby zaspokoić głód. Wyszedłem z jaskini, bo rozpalenie ogniska w środku mogłoby mnie zaczadzić. Jajo zostało samo. Gdy jadłem ostatnie z jabłek usłyszałem jakieś niepokojące dźwięki ze środka, ale je zignorowałem. W końcu odgłosy tak się nasiliły, że poszedłem sprawdzić, co je wydawało. Gdy wszedłem do jaskini zobaczyłem smoczka stojącego na kamiennej podłodze, otoczonego przez odłamki ametystowych skorupek. Delikatnie dotknąłem łebka pisklaka i straciłem przytomność. Gdy się obudziłem smoczyca leżała obok mnie, a ja miałem to na ręce- uniósł rękę ukazując dłoń z fałszywą gedwey ignasią.- Potem zrobiłem jeszcze kilka smażonych jabłek i ją nakarmiłem. Potem cały czas z nią rozmawiałem, radując się, że ze wszystkich ras Alagaesii ona wybrała mnie. A później ty się ze mną skontaktowałeś, tato, i przyleciałeś po mnie.
Opheila właśnie wylądowała pod ich domem.
Jesteśmy- oznajmiła.- A więc jak ją nazwiesz?
Arthur chciał już odpowiedzieć, gdy odezwała się Lili:
-Mogę ja ją nazwać, Arthurze? Proszę...
-Lili- wtrącił Eragon.- Myślę, że Arthur powinien nazwać swojego smoka. W końcu jedna osoba na milion i to tylko raz w życiu ma okazję nadać imię własnemu smokowi.
- Nie- powiedział Arthur.- Myślę, że to właśnie Lili powinna ją nazwać.
A więc słuchamy- usłyszeli za sobą Saphirę i wszyscy (oprócz Eragona, który wyczuł jej obecność) wzdrygnęli się zaskoczeni widząc stojącą za nimi smoczycę, która podkradła się do nich bezszelestnie.- Nazwij ją.
-Ty- Lili zwróciła się do smoczycy- masz szafirowe łuski i nosisz imię Saphira. Myślę więc, że ametystową smoczycę sprawiedliwie by było nazwać Amethis.
Piękne imię- usłyszeli i zobaczyli nadlatującego Vanilora.- Bardzo piękne. Mam ukochaną Saphirę i jedną z córek Amethis. Mnie się podoba.
Saphira wzniosła się w górę i odleciała z Vanilorem.
Piękne- pomyślała Lili.- Ale czy kiedykolwiek będę się mogła cieszyć istnieniem Amethis? Mojej Amethis...

sobota, 21 stycznia 2012

Prezent urodzinowy

Saphira patrzyła chwilę na dwa maleństwa, a potem spojrzała na Eragona.
Wystraszyłeś mnie- oznajmiła.- Czułam, że coś się dzieje, ale nie wiedziałam co. Miałeś ukryte myśli, a czułam, że coś się dzieje.
Nie potrzebnie się martwiłaś- odparł.- Przecież sam umiem o siebie zadbać.
Oczywiście- odpowiedziała, ale Eragon nie wiadomo czemu wyczuł jej rozbawienie.

*************15 lat później************* 
W ciągu pięciu ostatnich lat Saphira złożyła 10 jaj. 8 z nich zostawiła na wolności, a dwa (które były pierwszymi) zostawiła Jeźdźcom. Od tego czasu Eragon usilnie próbował znaleźć Jeźdźca dla nienarodzonego jeszcze smoczka (brązowego i fioletowego), ale on nie miał zamiaru się pokazywać.
Lili i Arthur kończyli dziś 15 lat. Z tej okazji Eragon chciał zabrać SYNA (nie córkę) przed smocze jaja. Miał nadzieję, że któreś wykluje się dla Arthura i będzie on mógł kontynuować dziedzictwo Jeźdźców tak jak kiedyś jego dziadek i teraz ojciec.
Lili była zła, że ona nie może iść z nimi. 
-Czy jestem gorsza od Arthura?- żaliła się matce.
-Oczywiście, że nie- odparła Arya.- Ale bycie Jeźdźcem nie jest dla młodych elfek. Ja byłam od ciebie dużo starsza, gdy Opheila się dla mnie wykluła. A poza tym byłam wielką wojowniczką. Ty jesteś na to za delikatna. Może kiedyś i ty staniesz przed smoczym jajem, ale to w najdalszej przyszłości. A teraz idź na dwór. Twój tata i Artur teraz się pakują, bo jaja są ukryte gdzieś wśród skał na wybrzeżu, a Arthur zostanie tam tydzień, by dać smokowi czas, ale zaraz wyjdą to ich pożegnasz.
Lili bez słowa z otwartą dezaprobatą wybiegła z domu. Czekała tam już osiodłana Saphira. Smoczyca spojrzała na Lilkę łagodnie.
-Powiedz coś!- rzuciła elfka.
Nie złość się- Saphira była bardzo spokojna.
-Jak mam się nie złościć skoro to Artur stanie przed jajem? Nawet jeśli smok się nie wykluje, to sam lot na tobie jest bezcenną przyjemnością i zaszczytem którego ja nie mogę dostąpić.
Próbowałam przekonać Eragona, ale on jest nieugięty w swoich decyzjach. Ale ty byłabyś lepszym Jeźdźcem niż Artur. On jest zbyt samolubny, zapatrzony w siebie. Nie potrzebujemy drugiego Galbatorixa...
W tym momencie z domu wyszli Eragon z synem. Porozmawiali chwilę z Lilianą, a potem pożegnali się z nią, dosiedli Saphiry i odlecieli.
O nie- pomyślała elfka.- Mam takie same prawa jak Artur i nie będę tu siedzieć bezczynnie.
Lili postanowiła pobiec do miejsca ukrycia jaj, a świetnie znała drogę. Biegnąc niemal dotrzymywała kroku Saphirze.
*          *          *
Gdy dotarła na miejsce Saphira z Eragonem właśnie odlatywali. Elfka weszła do jaskini i zobaczyła swojego brata ściskającego w rękach dwa smocze jaja. Obserwowała go chwilę. Minęło kilka chwil, gdy Arthur wstał i wyszedł z jaskini drugim wyjściem (innym niż tym, z którego obserwowała go siostra). Rozpalił ognisko i zaczął smażyć jabłka na kolację.
Lili wykorzystała sytuację. Szybko siadła na ziemi i przejechała palcem po gładkiej skorupce. Potem objęła obydwa łagodnie. Minęła krótka chwila, gdy fioletowe jajo lekko się poruszyło. Zaczęło podskakiwać i... wyskoczył z niego mały smoczek. Liliana już miała dotknąć smoczka, kiedy poczuła, że coś ją od niego odepchnęło. Obok zobaczyła brata. Arthur wyciągał rękę do JEJ smoka.
O nie!- pomyślała Lili i rzuciła się na brata. 
Chwilę turlali się po podłodze. Wreszcie elfka znów wyciągnęła rękę do pisklaka leżącego obok i spoglądającego na swoją wybrankę i owego dziwnego elfa pytającym wzrokiem. Arthur chciał odepchnąć jej dłoń, spóźnił się jednak o ułamek sekundy, bo środek dłoni elfki musnął końcówkę ogona smoczka. Lili znieruchomiała. Poczuła jakby ktoś przejechał jej po skórze rozgrzanym do czerwoności mieczem. Chciała się ruszyć, ale była sparaliżowana, chciała krzyczeć, ale oniemiała. Nie mogła nawet mrugnąć. Pozostawało jej tylko czekać, aż te tortury się zakończą. Usłyszała bardzo odległe wściekłe krzyki i przekleństwa Artura. Po kilku ciągnących się bez końca sekundach wróciły jej zmysły i były jeszcze ostrzejsze. Usiadła lekko oszołomiona.
-Czy ty wiesz, co zrobiłaś?- spytał Arthur nieco spokojniejszym głosem.- Nie będę cię kryć przed rodzicami. A co powie ojciec, gdy się dowie, że go nie posłuchałaś i połączyłaś się z MOIM smokiem? Pewnie każe zabić pisklaka, a ciebie wyrzuci z domu.
Oczywiście Eragon by tego nie zrobił i elf świetnie o tym wiedział, ale wiedział również, że grając siostrze na uczuciach może dostać, co zechce.
-Nie, proszę! Co mam zrobić, byś mu nie mówił? Smoczek nie może zginąć. On jest jak mój prezent urodzinowy
-MÓJ prezent. Oddaj mi smoka. Będziemy mówić, że wykluł się dla mnie. To za życie tego małego. Zgadzasz się?
Gdy przytaknęła powiedział:
-Wspaniale. Ale pozostaje niewyjaśniona sprawa gedwey ignasii. Przyłóż swoją dłoń do mojej.
Złączyli dłonie i krótkim ,,przenieś" w pradawnej mowie na dłoni elfa zajaśniała gedwey ignasia. Nie była prawdziwa, bo nic nie łączyło go ze smokiem. Chodziło tylko o to, by miał dowód na to, że smok jest jego.
-Lepiej dla ciebie- powiedział Arthur- będzie jeśli ubrudzisz dłoń i nie będziesz jej obracać wierzchem do góry. Może nikt nie zauważy. A teraz ja muszę tu zostać dopóki ojciec po mnie nie wróci, a ty biegnij do domu. Powiedz rodzicom, że byłaś na plaży czy gdzieś, wymyśl coś, a ja będę cię kryć.
Lili posłuchała go. Ubrudziwszy gedwey ignasię piaskiem i pyłem, pobiegła do domu.
-Gdzie byłaś, Liluś?- spytała Arya i widocznie jej ulżyło na widok córki.
-Na plaży- odpowiedziała.- Straciłam poczucie czasu.
-Wiesz jak się martwiliśmy?- wtrącił Eragon.- Choć na kolację.
-Nie jestem już małym elfiątkiem, tato... Zaraz przyjdę.
Kiedy weszli do domu, Saphira podeszła do Lili i ją trąciła lekko w bok.
Długo masz zamiar to ukrywać?- spytała smoczyca.
Lili znieruchomiała.
Nie mam pojęcia o co ci chodzi- elfka sięgnęła do myśli smoczycy. Saphirę to lekko zaskoczyło, bo nigdy nie rozmawiały w myślach.
Owszem, wiesz. Widziałam cię tam na skale, gdy się wznosiłam. Pozostałam w twoich myślach dopóki odległość mi na to pozwalała, czyli do chwili, gdy zgodziłaś się na ten nienormalny układ Arthura. Myślisz, że to się nie wyda? Jesteś w błędzie. Pomijając to, że moc Arthura nie wzrośnie mimo WIĘZI- położyła nacisk na to słowo- łączącej go ze smokiem, to weź pod uwagę nawet samego smoka! Mimo tego, że będziesz udawać obojętność wobec niego, to smok będzie wiedział, kogo wybrał. Jak wyjaśnisz Eragonowi jego zachowanie?!
Och nie wiem!!! Daj mi spokój! Czas pokaże, co będzie dalej. Ale nie waż się mówić komukolwiek! Przyrzeknij...
Ziemia zatrzęsła się od warknięcia smoczycy. Eragon zapytał ją, co się stało, a ona go zapewniła, że wszystko w porządku.
Nie możesz ode mnie żądać czegokolwiek, a już na pewno nie tego, bym oszukiwała swego Jeźdźca! Brom, Oromis... ich musiałam słuchać i zadręczać się, widząc rozpacz Eragona, gdy ja znałam prawdę, a on musiał martwić się kłamstwami! Ale nie zrobię tego z rozkazu pisklaka!
Do tej pory rozmawiały w normalnym języku, ojczystej mowie Eragona, ale te ostatnie słowa Saphira wykrzyczała w pradawnej mowie. I wówczas przyszedł Lili do głowy podstępny pomysł:
Jeśli mi nie przyrzekniesz, że wiedzę o tym, co się stało, zachowasz dla siebie to zabiję ojca i ucieknę z moim smoczkiem- obiecała w pradawnej mowie.
Saphira ryknęła wściekle. Eragon i Arya wybiegli z domu przerażeni, ale smoczyca wydawała się ich nie zauważyć. Złożyła przyrzeczenie, wciąż wściekła.

Od tej pory nie masz we mnie przyjaciółki- syknęła. Minęła Eragona i skoczyła w powietrze lądując na swoim posłaniu w domu.
Lila pożałowała tego, bo nade wszystko ceniła sobie przyjaźń smoczycy. Mogła wierzyć tylko, że jak Saphira trochę ochłonie wystarczy ją przeprosić i będą mogły chociaż udawać, że nic się nie stało.

sobota, 14 stycznia 2012

Eragon i Arya rodzicami

**********5 miesięcy później (niż poprzedni rozdział)**********

No to jak, mój mały?- spytała Saphira zawisając w powietrzu.- Zabawimy się?
Znasz odpowiedź- odparł Jeździec, uśmiechając się.
Saphira zanurkowała w dół kręcąc się jak śruba i ziejąc ogniem, który osmalił jej trochę łuski, ale Władczyni Przestworzy leciała tak umiejętnie, że choć wokół nich był ognisty tunel to nie oparzył ani jej, ani Eragona. Smoczyca w ogóle nie zwalniając zanurkowała do morza. Zaraz się wynurzyła się i leciała chwilę nad taflą wody muskając ją szponami dopóki nie doleciała do brzegu. Tam usiadła na ciepłym piasku, strzepując resztki wody z szafirowych łusek.
Nigdy mi się to nie znudzi!- stwierdził Eragon.
Och, gdybym nie musiała spać i dotrzymywać ci tutaj towarzystwa to nigdy bym nie osiadła na ziemi. Polować i jeść można z powietrza, a w chmurach jest tak cudownie! Lećmy jeszcze. Nie mamy żadnych zajęć.
Wybacz, ale nie mogę. Muszę wracać do domu. Zostawiłem Aryę samą. Muszę się nią opiekować tym bardziej, że lada moment będziemy mieć potomka. Mogłabyś mnie zanieść do domu? Potem możesz jeszcze polatać.
Samej mi nie jest przyjemnie- mruknęła Saphira naburmuszona.- A Arya sama nie chciała z nami lecieć. Proponowałam, nalegałam, przekonywałam, ale nie! Zaniosę cię do tego domu, a sama położę się na moim posłaniu na piętrze i idę spać!
Eragon wyraźnie czuł jej wściekłość. Z trudem ukrył rozbawienie jej zachowaniem. Po prostu była zazdrosna! Zawsze była podirytowana, gdy zamiast z nią chciał spędzić trochę czasu z elfką.
Pod domem smoczyca odczekała aż Eragon z niej zejdzie, a potem, nie rozkładając skrzydeł, jednym skokiem znalazła się we wnęce na piętrze, gdzie było jej posłanie. Opheila spojrzała pytająco na matkę.
Coś nie tak?- spytała.
Smoczyca nie odpowiedziała. Jedynie westchnęła, odwracając się ogonem do córki. Ułożyła się wygodnie z głową na łapach.
Eragon wszedł do salonu. Arya leżała na kanapie.
-Och, jesteś wreszcie- powiedziała na widok męża.- Nawet nie wiesz jak tu nudno bez ciebie. Opheila próbowała mi dotrzymać towarzystwa, ale po długim monologu w końcu się poddała i poszła do siebie. Martwiłam się o ciebie...
Eragon ją przytulił.
-Gdyby ktoś chciał mnie skrzywdzić nie pożyłby wystarczająco, aby tego pożałować. Pamiętaj, że byłem z Saphirą. Staliśmy się bardzo potężni, Aryo, ja i Saphira. Minęło już 6 lat odkąd zabiliśmy Galbatorixa. Od tamtego czasu jesteśmy o wiele lepsi. Moja moc jest ogromna. Tak jak Galbatorixa, ale ja nie potrzebuję eldunari. A Saphira jest silniejsza, szybsza i zręczniejsza. No i mamy was...
Elfka się uśmiechnęła i wtuliła głowę w jego ramię. Przez chwilę tkwili tak w milczeniu.
   Saphira warknęła z furią. Czuła zadowolenie Eragona. Normalnie cieszyłaby się radością swego Jeźdźca, ale wyczuła też jego miłość do Aryi. Jednak najbardziej rozjuszyło ją, że nie może do nich dołączyć. Musiała osunąć się w cień. Salon był za mały, a korytarz zbyt ciasny dla niej.
On mnie już nie potrzebuje- szepnęła Saphira.
Mamo- upomniała ją Opheila- nawet tak nie myśl! Są szczęśliwi. To powinno się liczyć najbardziej. Może mi dzielenie Aryi z Eragonem mniej przeszkadza niż tobie, bo gdy się wyklułam już byli ze sobą, a ty zawsze miałaś Eragona na wyłączność. Ale pamiętaj, że to z tobą on dzieli serce, umysł, życie...
 Saphira uniosła głowę i spojrzała na córkę. Młoda smoczyca skuliła się, oczekując wybuchu złości matki i upomnienia, by nie wtrącała się w nie swoje sprawy. Ale była mile zaskoczona.
Masz rację- stwierdziła Saphira.- Przecież ja mu ufam bez granic. Nie powinnam robić scen zazdrości. Pamiętam jak on się zachowywał, gdy zakochałam się w Vanilorze. Był wściekły, ale nie dawał tego po sobie poznać. Prawie zawsze blokował umysł, a jak się z nim kontaktowałam, to gdy tylko powiedziałam, co chciałam, to wycofywał myśli i odpowiadał na głos. Nasza więź była bardzo silna. Nawet, gdy nie kontaktowaliśmy się, mogłam wyczuć jego uczucia. A był tak wyrozumiały...
Nagle Opheila zamarła. Poczuła, że coś jest nie tak. Myśli i uczucia Aryi były chaotyczne, nic nie mogła z nich zrozumieć. Saphira poczuła coś podobnego od Eragona, ale słabiej. Młoda smoczyca spróbowała się  skontaktować z Aryą, ale elfka nawet nie zwracała na nią uwagi.
Eragonie!!!- krzyknęła Saphira, zwracając jego uwagę rykiem, który wstrząsnął całym domem.- Co się dzieję? Odpowiedz mi! 
Ależ nic złego- smoczyca czuła jego podniecenie.- Chodźcie szybko! Otworzę okno. 
Dwie smoczyce zleciały szybko na dół. Przysiadły na dużym, wzmocnionym magicznie parapecie. A w salonie zobaczyły swoich Jeźdźców siedzących na kanapie.Arya trzymała na rękach dwa elfie niemowlątka (dziewczynkę i chłopca) owinięte w koc. Położyła je delikatnie na kanapie.
Dziewczynka miała czarne włoski (z lewej strony obrazka) i bardziej przypominała matkę. Chłopiec, o brązowych włoskach (po prawej), bardziej przypominał ojca. Oba elfiątka były słodziutkie i miały zielone oczka.
-Saphiro, Opheilo- powiedziała dumnie Arya.- Poznajcie nasze dzieci. To Lili i Arthur.

sobota, 7 stycznia 2012

Wyznanie Aryi.

Eragon i Saphira wracali do domu na wyspie Vroengard. Choć musieli pokonać taką samą drogę jaką pokonał Eragon to teraz było przyjemniej. Smoczyca mknęła pośród chmur, a cały czas w powietrzu zleciał im na rozmowie. Drogę, którą wcześniej Eragon szedł dwa miesiące, smoczycy zajęła tydzień. Przez ten czas Jeździec zdążył się trochę ogarnąć. Umył się i najadł do syta, a na grzbiecie przyjaciółki mógł wypocząć.
Pod domem Eragon zjechał z boku Saphiry.
-Arya!!!- krzyknął.
Bo oczywiście najpierw polecieli do swojego domu.
Elfka wyszła na zewnątrz. Spojrzała na swojego męża i jego smoczycę jakby byli duchami. Wreszcie zdobyła się na to, by cicho powiedzieć:
-Eragon? Saphira?
Arya skoczyła Eragonowi w ramiona i ściskali się dopóki Saphira cichym warkotem nie dała im znać, że wystarczy. Wtedy elfka podeszła również do niej i pogładziła łuski na boku smoczycy.
Witaj wśród żywych, Saphiro- powiedziała w myślach.
Miło cię znów widzieć, Aryo- odparła smoczyca.- Wybacz, ale jeszcze na chwilę musimy odejść. Eragon na pewno chce się zobaczyć z kuzynem.
- Jasne- powiedział Eragon, śmiejąc się- A tak na prawdę to Saphira chce się zobaczyć z Vanilorem.
Nie prawda!- warknęła Saphira.
Eragon to przemilczał, pozwalając Saphirze mieć ostatnie słowo.
Dosiadł jej i polecieli w stronę domu Rorana. Pod domem leżał zwinięty w kłębek Vanilor. Na ich widok z zagłuszającym rykiem skoczył w powietrze. Przed dom wybiegli Roran z Katriną. Eragon zszedł z Saphiry, by przywitać się z kuzynem i jego żoną, a smoki wystrzeliły w górę, latając razem.
Gdy Jeździec i smoczyca wrócili do domu leżał tam złoty smok sięgający Saphirze do boku (czyli był niecałe dwa razy większy od Eragona). Chłopak przyglądał mu się z zaciekawieniem.
-Czyżbyś nie poznawał Opheili, kochanie?- spytała Arya i poklepała złotą smoczycę po nodze.- W sumie trudno się dziwić. Gdy wyruszyłeś w drogę ona miała dopiero nieco ponad tydzień.
-Opheila, oczywiście- odrzekł Eragon sennie.
- Ależ ze mnie ignorantka. Przecież ty jesteś śmiertelnie zmęczony. Saphira też. Zapraszam do łóżka, mój drogi.
Eragon się uśmiechnął.

*          *          *          *          *

Obudź się mój mały- powiedziała Saphira.- Eragonie, wstawaj!!!
Smoczyca ryknęła i chłopak zerwał się na równe nogi dobywając leżącego obok łóżka Brisingra.
Rozejrzał się, ale zobaczył tylko łeb Saphiry wepchnięty na siłę przez drzwi. Nawet Arya zniknęła.
Co się stało?- spytał zaspany.
Macie gości. Arya zeszła na dół, a ja podjęłam się ciebie obudzić chociaż nie było łatwo, bo jak ty zaśniesz to choćby się dom zawalił to byś nie zauważył. Nawet sen na jawie masz za mocny...
Starczy, Saphiro.
Wyszedł z sypialni i skierował się do salonu, bo tam zawsze przyjmowali gości. Smoczyca nie mieściła się w korytarzu, więc musiała wylecieć na zewnątrz i patrzeć przez okno.
W salonie na kanapie siedział Murtagh.
-Witaj, bracie- powitał go Eragon.- Co ty tu robisz?
-Byłem w okolicy- odparł Murtagh- i pomyślałem, że zobaczę, co u ciebie.
-W porządku. Ostatnio mieliśmy małe... komplikacje i dopiero wczoraj wróciłem do domu. A gdzie Cierń?
Murtagh się zaśmiał.
-Zgaduję, że w tej chwili flirtuje z Saphirą. Nie może się pogodzić z tym, że ona go odrzuciła.
I nie żałuję- wtrąciła Saphira dokładnie przysłuchując się rozmowie i opychając rozbrykanego Ciernia.
- Masz gdzie spać, Murtaghu?- spytała Arya.- Jeśli nie to ty i Cierń możecie u nas przenocować.
Murtagh wstał przyzywając myślami swojego smoka.
- Dziękuję, ale nie. Właściwie czas już na mnie. Może jeszcze kiedyś was odwiedzę.
Cierń podleciał pod okno i Jeździec zręcznie wskoczył mu na grzbiet, a potem razem odlecieli.
-No, kochanie- powiedział Eragon do Aryi.- Masz jakieś plany na popołudnie...
... czy dasz się zaprosić na wycieczkę z nami i Opheilą?- Saphira dokończyła jego myśl.
- Myślę, że się zgodzę- odparła Arya.- Ale... Muszę ci o czymś powiedzieć. Ja... jestem w ciąży.
Eragon na chwilę zamarł. Saphira była niemniej zdziwiona. Aż w końcu wciąż oszołomiony Eragon  zmusił się do lekkiego uśmiechu i objął ją.
-Wspaniale, kotku. To się stało dziś w nocy?
-Nie- odpowiedziała Arya.- To było jeszcze przed tym nim Morzan nas porwał. Jestem w trzecim miesiącu.
 U elfów ciąża wygląda inaczej niż u ludzi. Elfka może rzucić na siebie czar tak, by nawet w ósmym miesiącu nie było widać brzucha. Dlatego Eragon nawet się nie domyślał, co ukrywa jego żona.
- No to idź nas spakować, Aryo- rzekł Eragon- a ja przygotuje smoki. Muszę porozmawiać z Saphirą.
Arya poszła zabrać kilka najpotrzebniejszych rzeczy, a Eragon w tym czasie siodłał Saphirę.
Nie wyglądasz na szczęśliwego, mój mały- zauważyła smoczyca.
Tak. Już widzę, co będzie tematem rozmów wszystkich przez kolejne dziesięć lat: Eragon- najpotężniejsza osoba w Alagaesii, Cieniobójca, przyjaciel wszystkich ras w tej krainie, królobójca, Smoczy Jeździec złączony z Saphirą Jasnołuską- ojcem.
Ale nie tylko o to chodzi, prawda?
Boję się, Saphiro. Nie, nie o siebie, ale o dziecko. Ja potrafię sam o siebie zadbać. Arya i Roran, czy ty i Vanilor też umieliście się obronić, a mimo to Morzan was złapał. A co gdyby nasi wrogowie porwali dziecko i zmusili mnie do posłuszeństwa, grożąc, że je zabiją? A jeśli skrzywdziliby je, żeby mnie zranić?
Och, mój mały, ile razy ci powtarzałam, byś nie trapił się tym co MOŻE się KIEDYŚ wydarzyć? Liczy się tylko to, co jest tutaj i teraz. A ty nie jesteś sam. Masz mnie i wielu naszych przyjaciół. W razie potrzeby wspomożemy cię nawet kosztem własnego życia.
Lepiej ty się już dla mnie nie poświęcaj- na wargach Eragona zatańczył lekki uśmieszek.- Już jedno takie twoje poświęcenie ledwo przeżyłem.
Oboje się zaśmiali, a potem w ciszy Eragon osiodłał jeszcze Opheilę. Potem przyszła Arya z pakunkiem zawierającym trochę owoców i wodę.
Dwa smoki wzbiły się w niebo tańcząc ze sobą w chmurach.
Juuhuuuuuuu!!!- krzyknęła Opheila z radosnym rykiem.
Arya dosiadała jej jeszcze przed powrotem Eragona, ale wtedy to nie było to samo, co teraz. Smutek i żal Aryi po utracie ukochanego udzielały jej się, więc lot nie cieszył jej wcale. Teraz mogła szaleć do woli razem z matką i ich dwunożnymi przyjaciółmi.
Saphira też ryknęła głośno, a ich połączone ryki brzmiały wśród ciszy.
Eragon przemyślał sobie w pełni słowa Saphiry.
Masz rację- stwierdził, gdy ryk na chwilę ustał.- Nie ważne co stanie się jutro. Dziś jestem szczęśliwy razem z tobą i to jest najważniejsze.
Zmądrzałeś- odpowiedziała.- Kiedyś zadręczałbyś się tym cały czas,  ale teraz nie. Takim właśnie bądź. A nasze życie nie jest już takie jak dawniej. Teraz mamy rodziny i nie musimy drżeć na każdym kroku przed naszymi wrogami. Tera żadnych nie mamy.
Nie. Ale pamiętaj o Krypcie Dusz. Nie zdziwiłbym się nawet jakby zaraz stanął przed nami Galbatorix. Ciekawe, co byś zrobiła?
Ha! Nie miałby z nami szans!
Potem cała czwórka znów wróciła do domu. Wszyscy byli szczęśliwi, ale i zmęczeni. Smoki nie miały ochoty wlatywać nawet na górę do swoich łóżek (takich jak w Ellesmerze w domu na drzewie, gdzie mieszkali kiedyś Eragon i Saphira) i zasnęły na trawie na zewnątrz. A Eragon i Saphira z trudem wczołgali się do łóżka.

czwartek, 29 grudnia 2011

Na ratunek. Dwóch Eragonów.

Arya i Roran podeszli do Eragona od tyłu.
- Udało ci się, kuzynie! - zawołał radośnie Roran.- Morzan nie żyje, a my jesteśmy wolni.
Arya widząc smutek Eragona położyła mu rękę na ramieniu i pocałowała go w policzek.
- Coś się stało, kochanie?- spytała troskliwie.- Gdzie Saphira? I, och, Eragonie. Masz wielką ranę na nodze. Wykrwawisz się.
Eragon cicho westchnął.
- Rozdartą nogę można wyleczyć, ale nie zranione serce. Saphira... nie żyje.
Arya i Roran zamarli. Przez chwilę żadne z nich się nie odzywało. Potem Arya uleczyła Eragonowi nogę i powiedziała czule:
- Wiem co czujesz, ale nie możesz się poddać. Musisz żyć. Jeśli nie dla nas to chociaż dla Saphiry. Ona na pewno by tego chciała.
Eragon wstał. Łzy znów ściekały mu po policzkach.
- Idę się przejść- oznajmił.- Chcę być przez chwilę sam.
- Tylko nie zrób sobie czegoś głupiego- upomniał go kuzyn.
Eragon skinął głową. Ścisnął mocniej wciąż trzymane Eldunari i poszedł przed siebie. Nie obchodziło go gdzie idzie ani co się z nim stanie. Chciał uciec od problemów, ale było to niemożliwe. W końcu po dość długim czasie przestał opłakiwać swą przyjaciółkę. Żal i gniew zastąpiła dziwna obojętność. Tak jak zdarza się, że wypłacze się już wszystkie łzy, a potem zaczyna się zastanawiać dlaczego, co tak naprawdę się stało. Idąc tak rozmyślał tak nad życiem.
Jaki sens ma nasze istnienie skoro w ułamek sekundy można stracić je tak brutalnie i nagle jak się je dostało?
Wcześniej zawsze gdy zadręczał się podobnymi myślami Saphira w swej wielkiej mądrości odpowiadała mu na te pytania lub pomagała mu przegnać takie myśli.Teraz był sam. Sam!!! Eragon stracił rodziców, wuja, swoich nauczycieli, których darzył szacunkiem. Ale nie mógł znieść śmierci Saphiry. Pamiętał jeszcze dobrze wydarzenia sprzed paru dni, gdy latał na Saphirze, a ona obiecała mu, że kiedyś jeszcze powrócą do doliny Palancar. Po raz pierwszy w życiu współczuł Galbatoriksowi.
Może i był zły, ale dopiero po śmierci jego smoczycy. Ja też zaraz oszaleję!
Wtedy Eragon wpadł na pomysł który wówczas wydawał mu się wspaniały. Postanowił iść do skały Kuthian i wskrzesić smoczycę, nie bacząc na koszty. Ale ta skała była daleko w sercu Alagaesii: na pustyni Hadarackiej. Jednak to go nie zniechęciło.
Nie mogę żyć bez niej. A więc zginę albo po drodze, albo oddam za nią życie w Krypcie Dusz.
Szedł wiele godzin nim przeszedł przez całą wyspę (loch był od przeciwnej strony Vroengardu niż Alagaesia). Nie biegł bowiem jak elf. Wręcz przeciwnie. Szedł powoli ze spuszczoną głową, szurając nogami. Stanął na brzegu, nie wiedząc, co zrobić. Przed nim wznosiło się może sięgając daleko przed nim i tylko na horyzoncie jak zawsze widniał zarys Kośćca. Eragon szybko przypomniał sobie o Roranie i Aryi. Wyjął wszystko, co miał w kieszeni: długą linę, kilka kartek papieru, guzik, pióro i mały flakonik z atramentem. Wziął jedną nie co pogniecioną kartkę, pióro i atrament. Zaczął pisać list. Gotowa wersja wyglądała tak:
Kochana Aryo, drogi Roranie,                                                               wybaczcie, że nie ma mnie tak długo i nie martwcie się o mnie. Nie mogę żyć bez Saphiry, ale nie chcę też umierać wiedząc, że nie spróbowałem jej ocalić. Idę do miejsca, gdzie może mi się udać. Nie próbujcie mnie szukać.                                  
PS Na wypadek gdybym nie wrócił wiedzcie, że Morzan chciał, żebym z Saphirą zabił Nausadę. Nie chcąc jej skrzywdzić postanowiliśmy uknuć spisek, w którym zabiję naszego wroga. Udało się, lecz on rzucił w Saphirę mieczem i tak skończyła swój żywot.                  
  Eragon.                                                                                                                                              
Eragon nie napisał gdzie dokładnie idzie, by przyjaciele nie ruszyli w ślad za nim. Wypowiedział zaklęcie, a kartką zerwała mu się z dłoni i poleciała w dal. Chłopiec wiedział, że trafi do adresatów. Potem wziął linę i za sprawą kolejnego zaklęcia uniósł jej jeden koniec do góry. Drugi koniec złapał obiema rękami.
-Lino, leć naprzód!- krzyknął w pradawnej mowie.
Wskoczył na wodę i w tym momencie lina zaczęła lecieć przed siebie tak szybko, że Eragon mógł się utrzymać na powierzchni wody. Przypominało to jazdę na nartach wodnych. Po kilku minutach znalazł się na drugim brzegu. Zatrzymał zaklęcie, ale nie rozważył innej możliwości. Bardzo się rozpędził i zatrzymanie liny wcale nie sprawiło, że sam stanął. Więc mocno zarył w piach na plaży.
Dalej szedł pieszo dzień i noc. Nie jadł, nie spał, po prostu szedł przed siebie, do Saphiry. Często spotykał na drodze patrole Nausady,  ale rycerze nie rozpoznali w nim owego wspaniałego Jeźdźca, wasala swej pani. A nie zwracali uwagi na obdartego, wychudłego żebraka (tak teraz wyglądał). Choć wielu z nich litowało się nad nim i proponowało mu strawę. On jednak odmawiał. Zgodził się tylko w jednym przypadku, gdy aż zasłabł z głodu i obudził się w jednym z obozów rycerzy. Jednak pożywił się tylko i odszedł. Jeden z rycerzy wskazał miecz u jego boku.
- Piękny- zachwycił się.- Skąd żebrak ma takie cudo.
-Nie żebrak, przyjacielu- odparł Eragon- tylko były Jeździec. Tylko Brisingr mi został po mojej ukochanej Saphirze. Po jej śmierci się załamałem i teraz błądzę po pustkowiach w poszukiwaniu śmierci.
Ostatnie jego słowa oczywiście nie do końca były prawdą, ale Jeździec wstał i odszedł nim zdążył usłyszeć jakiekolwiek pytanie.
Po dwóch miesiącach pieszej wędrówki i kilkakrotnym otarciu się o śmierć z głodu, wycieńczenia lub przesadzenia z magią (bez jedzenia i snu Eragon miał w sobie bardzo mało energii) wreszcie dotarł do skały Kuthian. Wdrapał się tam o własnych siłach. Wypowiadając swe imię otworzył Kryptę Dusz, ale były tam same eldunari. Nic więcej. Rozejrzał się i zobaczył, że pod przeciwległą ścianą tańczą jakieś dziwne blaski. Znów wypowiadając swe imię otworzył i te drzwi.
W środku stało 5 kul każda o różnej barwie dorównująca wielkością smokowi nie co mniejszemu od Vanilora. Eragon wiedział, że każda kula mieści dusze jednej z ras Alagaesii. Więc były: biała-ludzie, zielona-elfy, czarna- urgale, brunatnoczerwona-krasnoludy i wreszcie mieniąca się wszystkimi kolorami tęczy raz czerwona, niebieska, czy żółta (itd.), a za drugim razem miała wszystkie te barwy jednocześnie. To była smocza kula. Eragon przyglądał się jej z zachwytem aż nagle usłyszał za sobą czyjś głos przemawiający w pradawnej mowie:
-Chciałeś tu czegoś, chłopcze?
Stał za nim elf dość stary nawet jak na elfa. Mógł mieć nawet tysiąc lat lub więcej.
-Ja...- zająknął się Eragon.- Moja smoczyca nie żyje... To znaczy... Zamknęła się w eldunari gdzie żyje jej umysł, ale jej dusza chyba jest tutaj. Czy można ją ożywić.
- Oczywiście ale to wymaga ofiary.
-Wiem... i jestem gotów zapłacić tą cenę. A kim ty jesteś?
Elf uśmiechnął się.
- Jestem Eragonem. Pierwszym Smoczym Jeźdźcem. Mój smok już dawno nie żyje, a ja zamieszkałem tu strzegąc tej krypty- Powstań, Saphiro Jasnołuska!
-Wybacz mi, panie- rzekł lekko oszołomiony Eragon Bromsson.- Czy muszę od razu ginąć. Chciałbym porozmawiać z Saphirą.
- Dam ci te 5 minut, chłopcze.
 Saphira nagle powstała, a eldunari wyleciało z rąk Eragona i trafiło na swe prawowite miejsce w piersi smoczycy.
Oboje ściskali się i rozmawiali w myślach. Nagle Saphira znieruchomiała.
Och, mój mały, jaką ceną wykupiłeś moje życie?
Wystarczającą- odparł.- Dla ciebie nigdy nie jest za drogo.
Nagle Eragon- Pierwszy- Smoczy- Jeździec przemówił.
- Jestem dość stary, a cierpię bez mojego smoka. Wy natomiast jesteście młodzi, macie prawo żyć. To ja oddam swe życie za ciebie, smoczyco, ale najpierw chcę wam coś dać.
Wyjął ze ściany jaskini wielkie, białe eldunari (było wielkości konika, ale elf niósł je bez żadnego wysiłku).
- Oto serce serc mego smoka. Daję je wam. Dbajcie o nie, a mój przyjaciel w razie potrzeby pomoże wam radą lub swą mocą. Słuchaj, Młody Jeźdźcze, teraz ty opiekuj się tą jaskinią. Nie musisz tu mieszkać jak ja, lecz zaglądaj tu czasem. Ale pamiętaj, że to wielka odpowiedzialność. Jeśli ktoś chce oddać życie za kogoś to mógłby wskrzesić nawet Galbatorixa, a ty nie możesz mu zabronić. Ale jest ważna zasada: życie smoka za smoka, elfa za elfa, człowieka za człowieka. Wy byliście wyjątkiem, bo jesteście Jeźdźcem i smokiem.
Zniknął, a Saphira się uśmiechnęła.
Znów, Eragonie, miałeś więcej szczęścia niż rozumu, ale przynajmniej oboje żyjemy i to się nigdy nie zmieni.


________________________________________________
PO TYM ROZDZIALE PRAKTYCZNIE NIE WIEM O CZYM PISAĆ. MAM JESZCZE JEDEN POMYSŁ, KTÓREGO UŻYJĘ W NAJBLIŻSZYM ROZDZIALE, ALE POTEM POMYSŁY SIĘ KOŃCZĄ. JEŚLI MACIE JAKIEŚ POMYSŁY I CHCIELIBYŚCIE O CZYMŚ PRZECZYTAĆ NA MOIM BLOGU PISZCIE W KOMCIACH LUB NA: saphirasmok@interia.pl. KAŻDY POMYSŁ ZOSTANIE WYKORZYSTANY. ;-)
________________________________________________

wtorek, 27 grudnia 2011

Śmierć Saphiry

- Czy coś nie tak?- spytał Morzan.- Chyba nie zamierzacie się wycofać.
Nie...- rzekła Saphira- Ale obecna królowa Alagaesii, Nausada, jest suwerenem Eragona. On składał jej hołd wierności. Nie może jej skrzywdzić...
-Słuchaj jaszczurko- warknął Morzan (Saphira prychnęła na to urażona).- Nie obchodzi mnie, które z was się jej pozbędzie, ale do jutra chcę mieć wolny tron. Albo ja zjem sobie smocze udka, a mojemu Shruikanowi rzucę na obiad Jeźdźca. A teraz do roboty!
Otworzył drzwi celi i gestem nakazał swoim więźniom, by poszli za nim. Zatrzymali się przy urwisku, kilkanaście stóp za więzieniem. Widać stamtąd było morze w dole, a na horyzoncie zarys gór Kośćca z Alagaesii.
- Mam pytanie- odezwał się Eragon niepewnie.- Co tu robi to więzienie? Niedawno latałem tu z Saphirą i choć nie byliśmy na urwisku, to byśmy to zobaczyli. I nie przypominam sobie, żeby na Vroengardzie był jakiś loch, a mieszkam tu już pięć lat.
- Oczywiście. Bo to ja wyczarowałem to więzienie, a tworząc je sprawiłem, by było odporne na magię, ale ja mogę się nią posługiwać. W każdej chwili mógłbym je wysadzić, zabijając waszych przyjaciół, więc bądź ostrożny.
- To nasza rodzina, nie tylko przyjaciele. Arya to moja żona, Roran jest, moim kuzynem. Vanilor to nieformalny mąż Saphiry (czyli krótko mówiąc są bez ślubu. Uznają się za partnerów, ale smoki nie uznają ceremonii takiej jak ślub), a Opheila jest ich córeczką.
-Czy ja cię o to pytałem?! Nie obchodzi mnie kogo zabiję za waszą niesubordynację.
Saphira przeciągnęła się. Warknęła na wkurzonego Morzana i wtrąciła się do rozmowy:
Teraz ja mam pytanie. Jesteś od nas potężniejszy. Byłeś jednym z najlepszych Jeźdźców-Zdrajców. Czemu sam nie pokonasz królowej? Czyżbyś ty: wspaniały Jeździec, wywołujący lęk u każdego kogo spotkasz, morderca Saphiry Broma, bał się stawić czoła śmiertelnikom?
Cały czas przemawiała z tak widocznym sarkazmem, że Eragon z trudem powstrzymał się od śmiechu, ale pycha Morzana nie pozwoliła mu tego zauważyć.
- Oczywiście- rzekł dumnie- że się ich nie boję, ale ta cała królowa ma orszak wojsk. Ja i Shruikan nie dalibyśmy rady się przez nich przedrzeć. Nim dotarlibyśmy do niej to już dawno poraniliby nas lub nawet zabili. Oczywiście pokazując otwarcie swe zamiary też tak byście skończyli ale... jest coś co wy macie, a czego mi brakuje. A mianowicie: jej zaufanie. Jeśli pójdziecie do niej i udacie, że wszystko jest w porządku, będziecie mogli wystarczająco się zbliżyć i zabić ją, a potem udawać głupich, a nawet samych się zranić i mówić, że chcieliście ją obronić a napastnicy ją zabili, zranili was i uciekli.
Eragonowi nie podobał się ten pomysł. Bardzo lubił Nausadę i nie zamierzał skrzywdzić jej, by tron objął kolejny ,,Galbatorix". Morzan podał mu miecz. Eragon, wziął broń.
Eragonie, teraz!- powiedziała Saphira.
Choć przysięga nie pozwoliła powiedzieć jej nic więcej, to chłopak i tak zrozumiał o co chodzi.
Eragon zamachnął się i przebił niepodejrzewającego niczego Morzana mieczem. Ale nie trafił w samo serce. Mężczyzna padł na ziemię, a Eragon poczuł uciekające z niego życie. Nie miał zamiaru dobijać wroga. Był śmiertelnie ranny.
I tak zaraz umrze, a ja nie jestem katem- pomyślał Eragon.
Ale wówczas Morzan resztkami sił dobył swego miecza wiszącego u jego boku i przejechał ostrzem po nodze chłopaka rozdzierając spodnie i skórę pod nimi od uda po stopę. Nim Eragon zdążył się odwrócić i zareagować Morzan rzucił mieczem w Saphirę i znieruchomiał (a jego czerwony smok lecący po niebie, by ratować swego Jeźdźca, gdy wyczuł jego ból, spadł do morza). Miecz wbił się w szyję smoczycy. Nie dało jej się już uratować. Upadła na ziemię. Życie z niej uciekało. Eragon rzucił swój miecz na ziemię i pobiegł do smoczycy.
-Nie!!!- krzyknął zarówno w myślach jak i na głos, a kontynuował jedynie w myślach- Saphiro, nie rób mi tego! Proszę, wyleczę cię, oddam ci me życie! Nie! N-n-nie...
Przytulił się do niej czule, przykładając dłoń do rany (gdy wyjął zeń miecz) i nie zważając na wzbierającą między palcami krew.
Saphira otworzyła smutne, szkliste oczy i spojrzała na niego czule.
Nie, Eragonie. Widać tak musiało być. Ja tu kończę mój żywot, ale ty musisz dalej żyć. Pamiętasz, co nam mówili? Smoka i Jeźdźca ocenia się nie tylko po tym jak pracują razem, ale również osobno. Obiecaj mi, że nic sobie nie zrobisz, a będziesz dążył do tego, byś dożył setek lat... Mój mały... Ja słabnę... Oto mój ostatni dar dla ciebie...
Chłopiec czuł się okropnie. Twarz miał mokrą od łez, z otwartej rany na nodze wciąż sączyła się krew. W ogóle dziwne, że się jeszcze nie wykrwawił. Nim zrozumiał, co miała na myśli Saphira, odkrył, że nie przytula już smoczycy, a jedynie leży na gołej ziemi. Obok niego leżał niewielki, okrągły przedmiot przypominający smocze jajo, ale dwa albo nawet trzy razy mniejszy.
-Eldunari- wyjąkał Eragon.
Wiedział, że Saphira musiała przenieść się do niego, by uniknąć całkowitej śmierci. Choć jej duch odszedł. W eldunari był jedynie umysł smoczycy. Mimo to Eragon czuł to samo, co kiedyś Glaedr. Był sam! Odkąd Saphira się z nim złączyła, umysł Eragona, należał również do niej, a mury otaczające go nagle runęły. Teraz czuł się samotny. Opuściła go przyjaciółka, z którą dzielił myśli, uczucia, całe życie.
Nie zauważył, że krótko po śmierci Morzana loch zniknął, uwalniając Aryę, Rorana i smoki. Teraz usłyszał ich kroki i radosne rozmowy. Nie wiedzieli jeszcze, co się stało. Wciąż obficie krwawiąc (i słabnąc z każdą minutą, bo tracił bardzo dużo krwi), klęknął, złożył eldunari przy kolanach i ukrył twarz w dłoniach, wypłakując swój żal.
______________________________________________________________
To oczywiście nie jest jeszcze koniec całej historii. Chociaż Saphira, mimo iż myślami żyła w swoim sercu serc, to była wciąż zbyt słaba, by słuchać rozmów czy reagować na otoczenie. Ale pisząc dalszy ciąg będę musiała korzystać z opowieści Eragona (choć niechętnie o tym mówił).
______________________________________________________________

sobota, 24 grudnia 2011

Pomóc wrogowi

Saphiro!- krzyknął Eragon niezadowolony- Czemu się zgodziłaś?! Zdradziłaś mnie...
Uratowałam ci życie. Zabiłby cię... Nas wszystkich. 
Tak? A jaką masz gwarancję, że Morzan się nas nie pozbędzie, gdy zrobimy swoje? 
Te słowa zawisły w powietrzu. Smoczyca myślała chwilę nad tym i zdała sobie sprawę, ze swej głupoty. 
Och, nie pomyślałam... Uciekniemy mu, gdy tylko będzie taka okazja i pokrzyżujemy mu plany. 
Ty nigdy nie myślisz!!! Może mi dawno temu zdarzało się wpaść w kłopoty, ale to przez ciebie Ra'zacowie omal nas nie zaprowadzili do Urubaenu i wtedy zranili Broma... Kiedy dotrze do ciebie, żebyś przestała poświęcać się dla mnie? Kochasz mnie, Saphiro, ja ciebie także, ale jeśli kosztem mego życia można uratować tysiące, miliony ludzi to przestań mnie ratować!
Saphira zamilkła. Eragon miał rację, choć tak bardzo pragnęła się z nim nie zgodzić.
Do jej boksu znów wszedł Morzan.
-Chodźcie tu- krzyknął do strażników.
Smoczyca poczuła jak Eragon traci świadomość i kilka chwil później strażnicy przyszli pod celę, trzymając go nieprzytomnego. Jeden z nich przyłożył chłopakowi miecz do gardła.
Saphira warknęła, ale wciąż miała kaganiec, więc nie mogła zareagować.
- No, Saphiro- mówił Morzan.- Wiesz, że nie chcę was skrzywdzić, ale jakoś nie mogę wierzyć ci na słowo. Musisz złożyć mi przysięgę w pradawnej mowie.
Chciała móc odmówić, ale mimo rozkazu Eragona, nie mogła. Złożyła więc pokornie przysięgę wiedząc, że składa na szali los całej Alagaesii.
Gdy skończyła Morzan się uśmiechnął.
-No to będzie zabawa- wyszeptał, zacierając ręce.

(C.D.)

Strażnicy zostawili Eragona w jej celi i wyszli, zamykając zakratowane drzwi na klucz.
- Wrócę, jak skończę planować, a wówczas wy wkroczycie do akcji- oznajmił Morzan i poszedł.
Saphira patrzyła na swego Jeźdźca. Nie mogła pozwolić mu zginąć. Eragon zaczął się wybudzać. Zamrugał i spojrzał w oczy smoczycy.
Saphiro, coś ty zrobiła?- powiedział z wyrzutem.
Wybacz mi, mój mały. Nie mogłam nic innego zrobić. Ale mam plan. Ja przyrzekłam mu wierność, ty nie. Mógłbyś... zabić... go, gdy nas wypuści, lecz musisz zrobić to całkiem sam.. Ja nawet mówić o tym nie mogę. Muszę bardzo ze sobą walczyć, abym mogła ci przekazać ten plan.
Eragon pogładził policzek smoczycy. Pociągnął za sznur na jej pysku i udało mu się zdjąć ten kaganiec.
W sumie plan nie najgorszy, ale jak nas wypuści to będziemy mieli zbyt mało swobody, by mu coś zrobić. Cóż, mogę spróbować. Jedno wiem na pewno: magia tu nie działa. Nie jesteśmy odurzeni, rozmawiamy ze sobą w myślach, ale magii nie da się użyć. Próbowałem. A co z Aryą, Roranem, Vanilorem i Opheilą? Morzan mógłby chcieć ich skrzywdzić... Ale twój plan wydaje się godny wypróbowania.
Smoczyca machnęła ogonem nerwowo. Cieszyła się, że Eragon nie jest na nią zły (a przynajmniej nie dawał tego po sobie poznać), ale bała się Morzana. Nie znała go i na tym polegała jego przewaga. Nie wiedziała, czego może się po nim spodziewać. A takie oczekiwanie jeszcze bardziej zwiększało napięcie. Wreszcie mężczyzna przyszedł po nich.
- Czas byście dotrzymali słowa- oznajmił.- Nie wymagam od was wiele. Jak to zrobicie będziecie wolni. Tron musi być wolny, jeśli mam go objąć. Więc chcę jedynie, żebyście zabili królową Alagaesii.
Saphira i Eragon popatrzyli po sobie, a  smoczyca krzyknęła do Eragona:
Nausada!!! 

piątek, 23 grudnia 2011

Morzan

Morzan uśmiechnął się szyderczo. Saphira była zrozpaczona. Wciąż nie mogła się ruszyć, a Eragon coraz bardziej tracił siły. Morzan wypowiedział zaklęcie i smoczycę ogarnęło wielkie zmęczenie. Nie walczyła z nim, nie miała siły. Po prostu uległa i usnęła.

*          *          *

Saphira zaczęła odzyskiwać świadomość. Otworzyła oczy i rozejrzała się. Była sama w jakiejś okrągłej celi. Eragon, Arya, Vanilor... nie widziała ich. Mogła się uspokoić, bo czuła, że żyją, a Eragon miał się dobrze. Ale gdzie był? Spróbowała sięgnąć ku niemu umysłem. Wyczuła go.
Och, mój mały. Gdzie jesteś?
Odpowiedź nadeszła natychmiast.
Saphira!!! Tak się martwiłem. Widziałem jak przyleciałaś, walczyłaś z tym smokiem, a potem... nic. Gdy się ocknąłem byłem sam, a ty pewnie wciąż pozostawałaś nieprzytomna, bo cię nie wyczuwałem.
Saphira nagle poczuła, jak coś ściska jej pysk. To gruby łańcuch obwiązał się dookoła pyska i za głową, by nie spadł. Do jej celi wszedł Morzan.
-Witaj- powiedział.- Jak się czujesz?Skulblaka mulabra ono un onr Shur'tugal ne haima. (Nie mam złych zamiarów wobec ciebie i twego Jeźdźca.) Jeśli będziesz mi posłuszna to nic złego się nie stanie. Ale to już zależy tylko od ciebie.
Czego ode mnie chcesz?- syknęła Saphira.
-Współpracy, nic więcej. Podczas, gdy spałaś opowiedziałem twoim przyjaciołom, jak się tu znalazłem i czego od was oczekuję. Teraz kolej na to, byś i ty się dowiedziała. Skała Kuthian. Brzmi znajomo?
Smoczyca skinęła głową.
-Krypta Dusz to coś więcej niż tylko skarbiec eldunari. Ma ona tak wielką moc, że pozwala wskrzeszać, ale niestety trzeba ofiary. Pewien głupiec o tym nie wiedział. Myślał, że mnie ożywi, a ja mu dam jakąś wielką nagrodę. Zginął, ale udało mu się wskrzesić mnie, a ja znalazłem dzikiego smoka, za którego ożywiłem mego smoka. Udało mi się nieco cofnąć wcześniejsze zaklęcie rzucone przez Glaedra i jego gadzich przyjaciół na smoki Zaprzysiężonych, choć kosztem tego stał się mniejszy. Mój smok teraz może mówić tak samo jak ty i chciałem mu nadać imię. Nie mogłem się zdecydować, ale myślę, że Shruikan będzie odpowiednim imieniem. W końcu to jego imiennik służył królowi po zniszczeniu Jeźdźców. A teraz chcę byście wy pomogli objąć mi tron Alagaesii. Mieszkacie na Vroengardzie, więc was nie skrzywdzę. Pozwolę żyć smokom na wolności bez obaw. Nie będę też tyranem jak Galbatorix. A więc jak? Nim odmówisz wiedz, że nie jest to dobry pomysł. Zrobicie swoje to was wypuszczę. Jeśli się nie zgodzisz zabiję was, a zacznę od Eragona.
Smoczyca spuściła głowę, zastanawiając się, co ma robić. Pomagała wprowadzić w Alagaesii pokój, nie mogła teraz pomóc objąć tronu wrogowi. Ale jeśli odmówi zginie Eragon, potem ona, a Morzan i tak weźmie co chce, ale nie będzie już miał go kto powstrzymać.
Przez ciebie to wszystko się działo- odparła ostrożnie.- Ty zabiłeś smoczycę Broma, sprawiłeś że nigdy nie poznał matki, a ojca znał, ale miał go jedynie za wioskowego bajarza. Pomagając Galbatoriksowi niemalże skazałeś wszystkich na zagładę. Sam król byłby nikim, ale mając sługi mógł spokojnie zbierać siły. Wykradłeś dla niego smocze pisklę, które już jako wielki, zmuszony służyć królowi smok, omal mnie nie zabiło. Ale ci pomogę. Robię to jednak tylko dla Eragona. Jednak proszę wypuść Vanilora. Roran zabije i ciebie, i mnie, gdy się zorientuje, że jego smok jest w niewoli.
-Czyżby?- mężczyzna przesłał jej myślowy obraz Rorana zakutego w łańcuchy w jednej z cel.- Oszczędziłem jego żonę i dzieci, bo oni mi nie zagrażają. Wszyscy będziecie wolni jeśli zechcecie mi pomóc. Tobie i Eragonowi już nic nie grozi idę porozmawiać jeszcze z Vanilorem i elfką. Może ucieszy cię myśl, że gdy walczyłaś z moim Shruikanem ja załatwiałem resztę spraw. Tak to mam Rorana, ale jeszcze schwytałem młodą smoczycę. Do zobaczenia.
Saphira znieruchomiała. On miał Opheilę. Jej córeczkę. Nie wiedziała, co robić. Zostało jej tylko pomóc Morzanowi, a jeśli on zgodnie z obietnicą ich uwolni to pokrzyżować mu plany. W szóstkę dadzą radę. Tylko, żeby Opheila dorosła. Arya ją dosiądzie i razem zaatakują Morzana, ich największego wroga, nie licząc Galbatorixa.