sobota, 19 maja 2012

Chwila dla Arthura

Arthur i Lili siedzieli na trawie przed domem. Mieli wreszcie okazję porozmawiać w cztery oczy. Rodzice i smoki siedzieli w domu. Jednak nie rozmawiali zbyt długo, gdy podszedł do nich Carsaab. Chłopak wyciągnął rękę do zaskoczonej elfki i pomógł jej wstać.
-Czyżbyś zapomniała, że byliśmy na dzisiaj umówieni?- spytał z rozbawieniem.
-Oj, trochę... Carsaabie, poznaj mojego brata Arthura- wskazała elfa wciąż siedzącego na trawie.- Arthurze, to mój... przyjaciel Carsaab. Wybacz, ale najwyżej skończymy naszą rozmowę popołudniu. Teraz idziemy na plażę.
-Jasne- mruknął Arthur.
Przed domem wylądowała Amethis i Lila z Carsaabem ją dosiedli, zostawiając Arthura samego.
Po chwili podszedł do niego Eragon.
-Widzę, że twoja siostra znalazła sobie inne towarzystwo- powiedział z uśmiechem- A nie masz ochoty na przejażdżkę?
-A niby gdzie?- Arthur wstał z ziemi.
Zobaczysz- z nieba opadła Saphira.
Elf wdrapał się na grzbiet smoczycy, a po nim to samo zrobił Eragon.
Ostatnim razem- powiedziała Saphira w locie- gdy stanąłeś przed smoczymi jajami wykluło się tylko jedno i to w dodatku nie dla ciebie. Ale zauważyliśmy, że być może smoczek nie był jeszcze gotowy, by się wykluć. Od tamtej pory przed jajem stawało mnóstwo osób, ale pisklak wszystkich odrzucił. Więc ty spróbujesz jeszcze raz. Jesteś z rodziny jeźdźców, więc niedopuszczalne jest, byś sam nim nie był.
-A co- spytał Arthur, jeśli smoczek i tym razem się nie wykluje?
-Nie martw się- odparł Eragon.- Będą inne.
Nie bardzo pocieszyło to Arthura, ale przez resztę drogi siedział cicho.
Smoczyca wylądowała przy skale, w której ukryte było jajo.
Arthur szybko zszedł na ziemię i nie czekając na nikogo. Wziął jajo w ręce i spojrzał nań błagalnie.
-Tym razem się wyklujesz, malutki?- spytał.
Jajo nawet nie drgnęło, ale Arthur wiedział, że musi dać czas pisklakowi.
Zostaniemy tu z tobą- oznajmiła Saphira- dopóki pisklak się nie wykluje, ale najpóźniej za dwa dni wracamy do domu.
On skinął głową nie odrywając wzroku od brązowej skorupki jaja.
-Gdybym tamtego pamiętnego dnia- szepnął- wygrał walkę z Lili i dotknął Amethis, byłbym teraz Jeźdźcem, ale też najnieszczęśliwszym Jeźdźcem na świecie, bo wiedziałem, że ona się wykluła dla Lili. Nie, jednak dobrze, że Amethis złączyła się z Lilką.
Położył jajo na ziemi i podszedł do Saphiry.
-Wiedziałaś o naszym sekrecie, Saphiro. Przepraszam cię...
Arthurze...
-Tak, wiem, że możesz być zła, ale ja...
Arthurze, patrz!
Chłopak odwrócił się podążając za wzrokiem Saphiry i zobaczył, że jajo się porusza. Patrzył na nie w niemym zachwycie (w końcu wcześniej nie widział wykluwania się smoka, Amethis już stała na ziemi,gdy ujrzał ją po raz pierwszy). A powietrze rozdarł pisk. I jeszcze jeden... Po chwili skorupka całkiem pękła, a z jaja wyskoczył mały, brązowy smoczek.
Arthur wyciągnął rękę w stronę pisklaka, ale zaraz cofnął ją. Spojrzał na ojca w poszukiwaniu wskazówek, co ma robić.
-No dalej- zachęcił go Eragon.- Dotknij pisklaka.
Elf jeszcze chwilę się wahał. W końcu szybko wyciągnął rękę i musnął palcami główkę smoczka. W chwili, gdy jego skóra zetknęła się z łuskami pisklaka, Arthur poczuł się, jakby krew w żyłach mu zapłonęła. Nie mógł oddychać, a wzrok spowił mu mrok. Dopiero po minucie, która dla elfa była całymi godzinami, odprężył się i odetchnął. Czuł się teraz tak dziwnie... Był pół elfem, więc mógł posługiwać się magią i rozmawiać w myślach prawie tak dobrze jak elf czystej krwi bądź Jeździec. Jednak zawsze sprawiało mu to trochę kłopotów. Teraz, gdy naprawdę stał się Jeźdźcem i jego największe marzenie się spełniło, sam nie wiedział, co ma o tym myśleć. W głowie mu szumiało, a smoczek, choć taki młody, przeglądał jego myśli jak strony ksiąg. 
Gratuluję- powiedziała Saphira dumnie.- Trzeci z członków rodziny Eragona złączyło się więzią Jeźdźca, z kolejnym moim pisklakiem. Opheila, Amethis i... Nie myślisz, żeby twojemu smokowi nadać jakieś stosowne imię? Nazwij go jak chcesz, ale smoczek powinien nosić imię po wspaniałym smoku. Wejrzyj w swoje wspomnienia dotyczące różnych smoczych opowieści i coś wybierz. Mogę ci pomóc, jeśli nie masz pomysłu...
-Wybacz, Saphiro, ale nie skorzystam z twojej pomocy. Właściwie to ja wybrałem odpowiednie imię jeszcze zanim tu dotarliśmy. Dzisiaj Lili opowiedziała mi o tym całym Carsaabie. Powiedziała, że był Jeźdźcem. Żal mi było tego młodego smoka. I to jego imieniem nazwę mojego smoczka, choć on nie skończy tak, jak jego imiennik. Mój malutki- Arthur zwrócił się do pisklaka- nazywam cię Irollan.
-Wspaniałe imię- stwierdził Eragon, chociaż mi Lili o nim nie opowiadała.
Znów dosiedli Saphirę, tym razem siedzieli na niej we troje (Eragon, Arthur i Irollan). Po drodze Arthur powtórzył ojcu i Saphirze to, czego dowiedział się o smoku Carsaaba od Liliany. A elfka już wróciła z randki. Bardzo podobał jej się mały smoczek Irollan, ale nie tak, jak jej własna smoczyca.
Jest piękny- powiedziała Lili do Amethis- ale nie tak jak ty. Twoje ametystowe łuski w wolnej walce mogą konkurować jedynie z szafirem Saphiry, ale ty mi się bardziej podobasz.
Oczywiście- skwitowała Amethis.- Ja też wolę ciebie od Arthura. I pomyśleć, że naprawdę  tak niewiele brakowało, by to on został moim Jeźdźcem. Miałam wielkie szczęście, że byłaś szybsza od niego...
Liliana zamiast słowami odpowiedziała jej lekkim uśmiechem. Chciała teraz w ciszy cieszyć się jej towarzystwem...

 Następny post (Czas Bliżej Nieokreślony):,,W Carvahall"

_________________________________________________

Przepraszam, że ten rozdział był trochę za krótki, ale nie miałam ani pomysłu, ani ochoty na rozwijanie go. Postaram się, by następny był dłuższy.  ;-)

niedziela, 22 kwietnia 2012

Randka

Ten tydzień był najdłuższym w życiu Lili, ale w końcu elfka doczekała się dnia, w którym miał przyjechać Caarsab.
Tego dnia wstała bardzo wcześnie, nie mogąc się doczekać, gdy się z nim spotka. Usiadła na łóżku i  zakładała czerwoną, obcisłą sukienkę, którą już wczoraj sobie wybrała.
Amethis ziewnęła, patrząc na swoją przyjaciółkę.
Co o tym myślisz? - spytała Lili wstając i demonstrując swój strój.
Ładnie ci w niej- odparła smoczyca.- No to kiedy wychodzimy?
My? O nie, moja droga. Ty zostajesz.
Ale...
Powiedziałam nie. Już pokazałaś, na co cię stać. Nie pozwolę ci drugi raz tego zepsuć.
Smoczyca spuściła głowę. Nie ukrywała, że chciała towarzyszyć Liliannie.
Jak tam dotrzesz sama?- spytała Amethis.- Na plaże jest daleko, a chyba tam chcesz się z nim spotkać.
Pobiegnę. Zapomniałaś, że jestem elfką?
Smoczyca warknęła niezadowolona. Jednak nie próbowała się już bardziej wykłócać.
Baw się dobrze- mruknęła.
Mam taki zamiar- Lili się uśmiechnęła.- Chciałabym już iść... Powiesz rodzicom, że wrócę wieczorem?
Jasne...
Elfka zadowolona wybiegła z domu. Wcale nie było jej zbyt wygodnie biec w obcisłej sukni, ale nie narzekała. Po godzinie dotarła na plaże. Jeszcze nikogo tam nie było. Usiadła na piasku, nadstawiając twarz do słońca. Nie lubiła tak się oddalać od Amethis, ale nie miała wyboru. A przecież za kilka godzin znów się spotkają.
-Witaj, Lili- usłyszała po chwili.
Elfka odwróciła się szybko i zobaczyła Caarsaba. Ucieszyła się na jego widok, ale upomniała się w duchu za to jak jest nieostrożna. W ogóle nie wyczuła myślami, że ktoś się zbliża. Mogło się to dla niej źle skończyć.
-Czekałam na ciebie- odparła odsłaniając białe zęby w lekkim uśmiechu.
-Wiem- usiadł obok niej.- Myślę, że powinnaś o czymś wiedzieć...
-Poczekaj. Nie teraz. Jest piękny dzień. Amethis została w domu. Może potem podzielimy się swoimi sekretami. Teraz nacieszmy się swoim towarzystwem.
Chłopak lekko ją objął.
-Skoro nalegasz.
-Wiem- powiedziała Lili- że byłeś zły, gdy Amethis nam przerwała. No i nie wspomniałam ci wcześniej, że jestem Jeźdźcem...
-Nie... Wiem, że smoczyca się o ciebie troszczyła. To nie jej wina. Chciałbym być tobą, mieć smoka, bo widzisz ja...
Lili kichnęła, przerywając mu i korzystając z ciszy wtrąciła:
- A ja chciałabym, by ona się nigdy nie wykluła. Oczywiście ją kocham, jakże mogłabym nie, a;e przez nią są same kłopoty. Przez pierwsze tygodnie jej życia oficjalnie ona nie była moja. No i ja z Arthurem, moim bratem, się od siebie oddaliliśmy...
Opowiedziała Caarsabowi całą historię od momentu, gdy złościła się, że to nie ją ojciec zabiera do smoczych jaj, do chwili, kiedy powiedziała wszystkim prawdę.
Chłopak ze smutkiem kiwnął głową. Lekko wziął Lilę za rękę. Po chwili odwrócił swoją dłoń spodem do góry ukazując pozbawiony blasku owal.
-Gedwey ignasia- szepnęła Lila, a w jej oczach zalśniły radosne iskierki.- Nie powiedziałeś, że jesteś... Och! Gdzie twój smok?
-Cały czas do tego zmierzałem, Liluniu. Irollan, mój smok, nie żyje. Był wspaniałym, czarnym smokiem. Kilka lat temu ojciec dał mi smocze jajo. Powiedział, że znalazł je dawno temu, gdy na tronie Alagaesii zasiadał jeszcze Galbatorix. Wtedy moi rodzice mieszkali poza granicami tego kraju i stamtąd pochodziło jajo. Moja mama umarła kiedy miałem pięć lat... Ale mniejsza z tym. Jajo było wspaniałe. Takie piękne. Zresztą widziałaś już smocze jajo, więc nie muszę ci o tym mówić. Nie mogłem się nim nacieszyć. Następnego dnia wykluł się pisklak. Nazwałem go Irollan. Słyszałem kiedyś historię o wspaniałym smoku, który nosił właśnie to imię... Gdy miał miesiąc pierwszy raz go dosiadłem. Miesiąc później mój tata, który oczywiście nadzorował rozwój i ćwiczenie Irollana, stwierdził, że możemy go razem dosiąść i wrócić do Alagaesii. Moi pradziadkowie uciekli stamtąd, gdy Galbatorix na dobre zaczął swoje rządy, a po jego śmierci tata marzył o tym, by tam wrócić, ale byłem za mały, by przeżyć podróż. Tak więc wyruszyliśmy w drogę. Dolecieliśmy do Alagaesii, ale bardzo dużo nas to kosztowało, szczególnie Irollana. Lecieliśmy do kraju ze wschodu, więc całą drogę (kilka tygodni) mieliśmy pod sobą morze, żadnej wyspy. Moglibyśmy wylądować w wodzie, ale to było zbyt niebezpieczne. Wycieńczony smok mógłby zatonąć. Gdy wylądował na Beirlandzie* nie mógł się podnieść. Przespał całą noc, a ja czuwałem. Następnego dnia musieliśmy lecieć dalej, bo na wyspie nie było pożywienia ani słodkiej wody. Dolecieliśmy do Beorów, tam mogliśmy czuć się bezpieczniej niż na otwartym terenie. Irollan poleciał zapolować, a ja z tatą próbowaliśmy rozbić obóz. Nagle usłyszeliśmy krótki ryk potem znowu. Przed sobą zobaczyliśmy beorna**. Mój miecz został przy siodle Irollana. Trudno było się bronić przed niedźwiedziem wielkości mniejszego smoka. Kiedy ta bestia już podnosiła na nas swoją łapę, Irollan rzucił się na niego. Byli niemal równi wzrostem. Smok go zabił, ale zapłacił najwyższą cenę... Potem podróżowaliśmy z ojcem po Alagaesii aż spotkałem ciebie.
Lili zauważyła, że chłopak z trudem powstrzymuje łzy napływające mu do oczu. Przechyliła głowę i położyła mu ją na ramieniu. On pogłaskał ją po policzku. Dalej siedzieli w milczeniu pocieszając się wzajemnie swoją obecnością. Słońce powoli chowało się za horyzont. Lili niechętnie wstała i otrzepała suknię z piasku. Choć nie tak spodziewała się spędzić tą randkę, to i tak się nie skarżyła. Wiedziała jaki ból nosi w sobie jej bliski przyjaciel, nawet ktoś więcej niż przyjaciel. Ona kochała Amethis i nie wiedziała, co by zrobiła gdyby jej zabrakło.
Caarsab nachylił się do jej ucha.
-Cieszę się, że jesteś- szepnął.
Potem spojrzał jej w lśniące, zielone oczy z ametystowym przebłyskiem. Objął ją w pasie. Ich usta powoli zbliżyły się do siebie. Lili odchyliła się do tyłu lekko, ufając, że Caarsab ją utrzyma. Tak się stało. Po chwili elfka i chłopak zastygli w pocałunku. Lili przez chwilę czuła się, jakby wyszła poza swoje ciało. Nie tylko ich ciała, ale również umysły się złączyły. Gdy w końcu Caarsab ją uwolnił z objęcia, ona odetchnęła głęboko.
-Spotkamy się jeszcze?- spytała z nadzieją w głosie.
-Postaram się, bym mógł zamieszkać, chociaż przez pewien czas, na Vroengardzie. Możemy spotykać się codziennie. Pozwolisz mi się odprowadzić do domu?
Elfka się uśmiechnęła i odpowiedź była oczywista.

*          *          *

Lili wpadła do domu. Zobaczyła zaskoczone spojrzenia rodziców i brata siedzących w salonie.
-Gdzie Amethis?- spytała będąc zbyt przejętą, by mogła wezwać ją myślami.
-Poleciała gdzieś z Saphirą i Opheilą- odparł Eragon.- Zaraz powinna wrócić.
-A jak tam randka?- spytała Arya (Lili wszystko im opowiedziała poprzedniego dnia, więc wiedzieli, że ma się spotkać z Caarsabem.)
-Super! Muszę porozmawiać ze smoczycą.
Wyszła na dwór i spojrzała w górę. Nigdzie nie widziała smoków. Saphiry na tle nieba może i nie widać, a Amethis jest słabo widoczna, ale złotą Opheilę powinna dostrzec z promienia mili.
Amethis!!!- krzyknęła
Lili?!- odpowiedź nadeszła błyskawicznie.- Już lecę!
Po chwili przed domem wylądowała ametystowa smoczyca w obstawie matki i siostry.
Saphira wygięła szyję i spojrzała na Lilę.
Miło cię znowu widzieć, pisklaku - powiedziała.- No to my wam nie przeszkadzamy. Zostawimy was same.
Skoczyła w górę, by wlecieć do swojego pokoju, a za nią leciała Opheila.
Słucham. Musisz mi wszystko opowiedzieć. Jak ci minął dzień?
Wspaniale! Zresztą patrz!
Pozwoliła, by do smoczycy dotarły wszystkie obrazy i dźwięki z tego dnia. Na wiadomość o Irollanie Amethis bardzo posmutniała, ale powstrzymała się od wszelkich komentarzy. Powiedziała tylko:
Dobrze, że znów jesteś przy mnie.

*Beirland- duża wyspa na południowy zachód od lądu Alagaesii
**beorn- wielki niedźwiedź jaskiniowy mieszkający tylko w górach beorskich (nazwa elficka)


Następny post (19.05.12): ,,Chwila dla Arthura"

______________________________________________________________
Przepraszam za to jedno-dniowe opóźnienie, ale miałam małe kłopoty techniczne.

sobota, 7 kwietnia 2012

Pierwsza miłość

Amethis wylądowała ciężko na ziemi. Lili usiadła na niej bokiem, by móc się zsunąć, ale przez chwilę tkwiła tak bez ruchu.
No dalej- zachęciła smoczyca.- Wszystko będzie dobrze.
Ale... -Lili zadrżała- Jak ja teraz spojrzę mamie w oczy po tym, co zrobiłam?
Nie przesadzaj. Idź.
Elfka zsunęła się po jej boku. I podeszła do Aryi, która właśnie wyszła z domu. Nim się wytłumaczyła, matka objęła ją.
-Och, Lili!- powiedziała.- Tak się martwiłam. Zresztą nie tylko ja. Amethis i twój ojciec z Saphirą polecieli cię szukać. Widzę, że ona miała więcej szczęścia- wskazała smoczycę.
-Przepraszam- Lili odsunęła się od Aryi i podeszła do Amethis.- Nie wiem, co we mnie wstąpiło. Chciałam po prostu zatrzymać Ramra. Wiem, że nie powinnam, ale on był moim przyjacielem. Zrozumiałam swój błąd i go wypuściłam.
- Dobrze zrobiłaś, bo...
Nagle między nie weszła Opheila. Jej oczy zalśniły pięknie, gdy spojrzała w dal. I zwracając się do Amethis, ale przemawiając tak, by wszyscy usłyszeli, oznajmiła:
Nasza matka leci.
Wszyscy spojrzeli w stronę, w którą patrzyła złota smoczyca. Miała rację. Daleko na błękitnym niebie lśniła szafirowa sylwetka Saphiry. Choć mogła wydawać się bliska minęło jeszcze co najmniej pięć minut nim wylądowała na trawie przed domem. Eragon błyskawicznie zeskoczył na ziemię, złapał Lilę za ramiona i objął tak samo jak wcześniej Arya.
-Wiesz, jak nas przestraszyłaś?- spytał ojciec puszczając córkę.- Już dawno domyślałem się, że Ramr jest jednorożcem, chociaż wydawało się to nieprawdopodobne. Ale nigdy nie zgadłbym, że ty mogłabyś tak po prostu uciec. Nie chcę myśleć, co by się stało gdybyś z niego spadła podczas tej szalonej galopady. A co gdyby ktoś ci zrobił krzywdę?
Nie warto myśleć ,,co by było gdyby?".- powiedziała Saphira.- Lili jest cała i zdrowa, wraz ze zniknięciem Ramra Amethis nie będzie miała powodów do zazdrości i wszystko jest w jak najlepszym porządku. A teraz wracajmy do domu.
Wszyscy się z nią całkowicie zgodzili. Wchodzili właśnie do domu, ale Lila i Amethis nawet nie drgnęły. Arya, która szła ostatnia, odwróciła się i spytała:
-Nie idziecie?
- Już, chwilkę- odparła Lila.- Musimy chwilę porozmawiać. Zaraz do was dołączymy.
Arya zniknęła za drzwiami.
Chyba miałam więcej szczęścia niż rozumu- Lili uśmiechnęła się.- Dziękuję, że po mnie przyleciałaś nie wróciłabym na piechotę. 
Och, moja mała- Amethis ziewnęła ukazując rzędy białych zębów.- Jakże mogłabym cię zostawić? Jesteśmy przyjaciółkami i zawsze nimi pozostaniemy...
Na zewnątrz do nich wybiegł Arthur.
-Cześć, Lil- powiedział- Przepraszam, że nie wyszedłem do ciebie... do was wcześniej, ale pomyślałem, że nie chcesz mnie widzieć. Jednak musiałem cię znów zobaczyć. Jeśli nie chcesz mnie widzieć, powiedz.
Siostra położyła mu rękę na ramieniu. 
-Nie mów tak, Art. Nie mam do ciebie żalu o to, co się stało. Ale to nie mogło się udać. Amethis czuła, że nie jest z tobą związana, więc wkrótce i tak wszystko by się wydało- elfka uśmiechnęła się.- A wiesz co? Ja myślałam, że ty jesteś na mnie zły, bo mnie unikałeś. Jednak to ją- wskazała swoją smoczycę- powinieneś prosić o przebaczenie.
Arthur chciał odezwać się do smoczycy, ale ona go ubiegła. 
W porządku, Arthurze- powiedziała.- Nie mam żalu. 
We trójkę weszli do domu. 

*          *          * 

Nazajutrz Lili obudziła się wcześnie rano, choć słońce już wzeszło. Spojrzała na leżącą obok Amethis. Smoczyca podniosła głowę i zamrugała.
Nie śpisz już?- spytała.
Jak widać- odparła elfka- ale zdaję się, że ty też.
Lubię długo pospać, ale teraz zrobię wyjątek. Burczy mi w brzuchu i chyba polecę coś zjeść. Masz ochotę mi towarzyszyć?
Lila szybko odrzuciła kołdrę i zeskoczyła z łóżka. 
Z przyjemnością.
Elfka dosiadła smoczycę i Amethis wyleciała z domu, kierując się na wschód, czyli w stronę wybrzeża.
Gdzie lecimy?- spytała Lili.
Mam ochotę na świeże ryby, no i chętnie sobie ponurkuję.- padła odpowiedź.
Ale beze mnie. Nie mam zamiaru się zmoczyć. Możesz mnie zostawić na plaży?
W odpowiedzi smoczyca zanurkowała w dół. Chociaż do plaży było jeszcze kilka minut drogi, ona wolała nie wznosić się wyżej. Gdy pod nią pojawiły się skały z piaskiem wylądowała i przebiegła jeszcze kilkanaście metrów, po czym stanęła, czekając aż Lili zjedzie po jej boku. Gdy Liliana stała na ziemi, Amethis skoczyła do góry, kierując się w głąb morza.
Muszę polecieć dalej- oznajmiła smoczyca nim znalazła się za daleko na rozmowę telepatyczną- bo tu jest za płytko i ryby są za małe. Musiałabym zjeść ich bardzo dużo. Wrócę po ciebie za jakąś godzinę.
Lili podeszła do wody i zamoczyła w niej palce.
Zabawię się trochę, pomyślała.
-Adurna (woda) - szepnęła.
Z przezroczystej tafli wyleciała kula wody wielkości pięści. Elfka kierowała nią we wszystkie strony, poruszając dłonią.
-Cześć!- usłyszała za sobą.
Nie spodziewała się nagłego głosu, więc aż podskoczyła do góry, a kula, która znajdowała się przed chwilą bezpośrednio nad nią, rozprysła się jej na głowie. Lili spojrzała w stronę, z której dobiegał głos i zobaczyła chłopaka (człowieka). Mógł być w jej wieku (17 lat) albo rok starszy. Był bardzo przystojny. Miał czarne sięgające za uszy włosy i ciemnozielone oczy. Ubrany był w brązową kamizelkę i czarne spodnie, a u pasa zwisał mu półtora ręczny miecz.
-Wybacz- powiedział nieznajomy.- Naprawdę nie chciałem cię przestraszyć.
-Nic się nie stało- Lili posłała mu mały uśmieszek i podeszła do niego, patrząc mu w oczy.- Jestem Liliana, dla przyjaciół Lili albo Lila. A ty? Nie przedstawisz mi się?
- Och, zapomniałem. Mów mi Caarsab. Zechcesz się ze mną przejść po wybrzeżu, Liliano?
-Lili, nie Liliana, proszę. Chętnie będę ci towarzyszyć, Caarsabie.
Szli wzdłuż morza, a w towarzystwie chłopaka Lila czuła się tak swobodnie... Rozmawiali bardzo długo. Elfka opowiedziała mu o swoim życiu pomijając jeden mały szczegół - że jest Smoczym Jeźdźcem. Caarsab wolał słuchać jej w milczeniu, ale trochę opowiedział o sobie. Z całej rodziny miał tylko ojca, który lubił podróżować po całej Alagaesii. Zawsze zabierał ze sobą syna. A tym razem postanowili wyruszyć na wyspy, począwszy od Vroengardu.
-Postanowiłem pójść nad morze- zakończył.- Zawsze ciągnęło mnie do wody. Wtedy cię ujrzałem, Lili. Nieraz widziałem już elfki, ale ty jesteś z nich najpiękniejsza.
Objął ją w pasie i spojrzeli sobie w oczy. Lili uśmiechnęła się zadowolona z komplementu. Czuła coś czego jeszcze nigdy w życiu nie doświadczyła. Miała już siedemnaście lat, ale  nigdy dotąd nie interesowała się chłopcami. Teraz patrząc w zielone oczy chłopca, którego pokochała, choć wstydziła się przyznać, czuła się najwspanialszą elfką na świecie. Nie wiedziała, co dalej zrobić, by postąpić właściwie. Może powinna go odepchnąć i zakończyć ową miłość ucieczką, a może stać tak i błagać w myślach, by ukochany jej nie zostawił... To Caarsab wskazał jej, co dalej. Mocniej przycisnął rękę do talii elfki i przybliżył się do nich.  Ich usta powoli się do siebie zbliżyły. W tym momencie, w którym usta miały się zetknąć ze sobą, rozległ się głuchy huk i zakochani odskoczyli od siebie. Caarsab instynktownie dobył miecza. Okazało się, że to Amethis wyskoczyła z wody z taką siłą, że zabrzmiał huk tak potężny, jakby ktoś wystrzelił z kilkunastu armat. Smoczyca jakby nigdy nic wylądowała na plaży i kłapnęła paszczą, jednocześnie połykając ryby, które w niej miała i pozbywając się wody. Chłopak wyskoczył przed Lilę, celując mieczem w smoka.
Zostaw ten nożyk- prychnęła Amethis.

On ją zignorował i pobiegł w jej stronę z nagim mieczem.
-Nieee!!!- krzyknęła Lila i wbiegła między smoczycę a chłopca. On spojrzał na nią zaskoczony, a ona położyła mu rękę na ramieniu, spojrzała na niego czule i musiała zniżyć się do wyjaśnień.- Muszę ci o czymś powiedzieć... No bo widzisz, ja... Zresztą spójrz- uniosła prawą dłoń ukazując lśniącą gedwey ignasię.- Ona jest moją przyjaciółką. Nie wiem, co jej odbiło. Zawsze była taka delikatna, naprawdę. I liczyła się z moim zdaniem...- urwała czekając na odpowiedź, a gdy tej nie dostała, postanowiła go trochę ponaglić.- Powiedz coś, proszę.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś?
Chłopak był jak najbardziej opanowany. Tylko w jego oczach można było dostrzec iskierkę żalu. A Lili nie spodziewała się tego pytania.
Dlaczego, pomyślała. Nie wiem. Może dlatego, że z zauroczenia zapomniałam o tym, kim jestem? Nie, to nieprawda. Amethis żyje we mnie tak jak ja w niej. O tym nie da się zapomnieć. A może...
- Bo ja- zaczęła- myślałam, że ci się to nie spodoba. Ludzie zazwyczaj nie lubią smoków. Nie chciałam cię stracić.
Caarsab znów ją objął (nie zważając na ostrzegawcze warknięcie Amethis), ale Liliana miała wrażenie, że coś bezpowrotnie straciła. Chłopak bynajmniej nie zamierzał jej pocałować.
-Rozumiem- odparł.- Dzisiaj wyjeżdżam, ale wrócę tu za tydzień. Jeśli obiecasz, że nigdy więcej nic przede mną nie ukryjesz, to ja ci obiecuję: spotkamy się. Obiecujesz?
-Tak- powiedziała Lili w pradawnej mowie. 
Bojąc się, że , chciała to samo powtórzyć w normalnym języku, ale on przyłożył jej palec do ust:
Rozumiem- odparł telepatycznie. 


*          *          *

Dziesięć minut później Lila już siedziała na Amethis i obie były w drodze do domu. Niezręczne milczenie przerwała smoczyca:
Jesteś na mnie zła, moja mała?
Zła?!- wybuchnęła Lila.- Jestem wściekła! Co ty sobie w ogóle myślałaś?!
Nie mogłam pozwolić byś zbliżyła się z chłopakiem, którego nie znasz. Kim on jest? Posługuje się pradawną mową, rozmawia w myślach. Chciałam cię chronić.
Ach tak? Nie mogę do końca życia być panną. Chcę kiedyś założyć rodzinę... A ty mi to skutecznie uniemożliwiasz! On jest moją pierwszą prawdziwą miłością.
Pierwszą, ale nie ostatnią. Zresztą on za tydzień wróci. Wtedy zobaczymy, kim jest naprawdę- Amethis zamachała szybko skrzydłami, kierując się w stronę domu. 


Następny post(21.04.2012r): ,,Nowy Jeździec"
Bardzo przepraszam, ale nastąpiła drobna pomyłka. Następny post będzie nosił nazwę: ,,Randka".


 

sobota, 24 marca 2012

Tajemnica Ramra.

Lili obudziła się i usiadła na łóżku. Powróciły do niej wspomnienia wczorajszego dnia. Obok niej w zagłębieniu w podłodze, będącym smoczym posłaniem, Amethis uniosła głowę i spojrzała na elfkę.
Ale byłam głupia...- szepnęła Lili.- Mało brakowało, a byśmy zginęły. Nawet potężna Saphira była bezradna wobec tego żywiołu. Ja... Wczoraj byłam zbyt zmęczona i przerażona, by zwrócić uwagę na coś innego niż tylko na to, że miałyśmy wiele szczęścia, przecież otarłyśmy się o śmierć. Ale dzisiaj... Dziś chcę cię przeprosić i zrozumiem jeśli mi nie wybaczysz, smoczku.
Amethis dmuchnęła jej w twarz gorącym oddechem. Wyciągnęła szyję i położyła głowę na łóżku obok swojego Jeźdźca, ale cały czas patrzyła jej w oczy.
Och, moja mała, nie mów tak. To ja naraziłam nas wszystkie. Gdybym zareagowała mniej impulsywnie podczas burzy zostałabym w ciepłym domu razem zwami, bo wy nie musiałybyście mnie szukać. Odlatując, gdy widziałam, że pogoda się psuje świadomie naraziłam was na niebezpieczeństwo. Nie mogłam oczekiwać przecież, że mimo łączącej nas więzi zostaniesz tutaj, kiedy mi może się coś stać.
Lili nie pocieszyły te słowa, ale nie mogła zaprzeczyć, że to prawda. Położyła rękę oznaczoną gedwey ignasią na głowie smoczycy między dwoma małymi szpikulcami.
Jesteśmy jeszcze młode, niedoświadczone- stwierdziła.- Ty byłaś za słaba, żeby wylecieć z pułapki, a ja zbyt dumna i przemądrzała, by cię przeprosić, kiedy odleciałaś, a nim jeszcze zerwał się kontakt między nami. Ale Ale czuję, że to się zmieni. Będziemy najlepszymi smokiem i Jeźdźcem od chwili zawarcia układu między elfami i smokami. Lepszymi niż mój tata i Saphira, lepszymi niż Eragon* i Bid'Daum**. Kiedyś takie będziemy.
Amethis zamruczała zadowolona.
Po co czekać?- spytała.-Zacznijmy od razu. Jesteśmy ze sobą tak blisko... Jak jedna dusza w dwóch ciałach. Nie ma tu miejsca na zazdrość, pychę, czy kłótnie. Ramr jest jeszcze mały. Należy mu się dużo opieki. Ja mogę o siebie zadbać. Opiekuj się nim ile chcesz i kiedy chcesz. Obiecuję nie być zazdrosna. Wręcz przeciwnie. Gdy będziesz się nim zajmować ja siądę obok i cierpliwie poczekam aż skończysz.
A ja się pospieszę i resztę popołudnia spędzę z tobą w chmurach.
Układ odpowiadał im obu. Były na dobrej drodze do osiągnięcia pełnej współpracy.

Lili zeszła na dół do niewielkiego boksu przygotowanego specjalnie dla małego konika w dniu, gdy elfka i smoczyce wróciły ze stałego lądu Alagaesii niosąc końskiego noworodka.
Liliana wyczesała Ramrowi sierść i nakarmiła go. Na koniec po naciskała mu czoło w różnych miejscach. Guzek wcale nie zniknął. Wręcz przeciwnie. Wydawało jej się, że jest jeszcze większy, ale nie mogła orzec na pewno. Potem elfka dotrzymując obietnicy dosiadła ametystowej smoczycy i wzniosły się razem w górę. Uwielbiały latać. Były tylko one dwie, chmury i ziemia setki stóp pod nimi.

*          *          *

 Tygodnie mijały jak minuty, a Lilę pochłonął rytm codzienności. Teraz każdy dzień wyglądał tak samo:
Elfka wstawała wcześnie rano, by zająć się Ramrem. Gdy konik był czysty i najedzony, nadchodził czas na lekcje, które ona i Amethis pobierały u Eragona i Saphiry. Po kilku godzinach ćwiczeń miała chwilę dla siebie. Wykorzystywała ją, by polatać ze swoją smoczycą. Późnym popołudniem znów oporządzała ogierka, po czym wcześnie szła spać, by w pełni odzyskać siły przed jutrzejszym dniem.
Lila skończyła już szesnaście lat, a wraz z nią Amethis miała swoje pierwsze urodziny. Jak na roczniaka smoczyca była już bardzo dorosła. Potężna postura i mądrość, którą się odznaczała (tak jak Saphira w jej wieku) czyniły ją starszą niż była w rzeczywistości.
Ramr rósł w oczach. Z konika sięgającego Lili do kolan, wyrósł na wspaniałego ogiera, sięgającego kłębem do głowy swojej właścicielki. Jego guz też się powiększał. W końcu stał się długi, ostry i trochę zakrzywiony. Wyglądał jak... róg.
Jednorożec!!! Lili zdała sobie z tego sprawę. Nigdy nie widziała rogatego konia, ale kiedyś o nich czytała. Podobno mocą magiczną dorównują smokom, ale nie potrafią mówić. Są nieśmiertelne, ale tylko na wolności. W niewoli żyją tyle, ile zwykłe konie.
On nie jest w niewoli- skomentowała Lili do Amethis.- Jest tak samo wolny jak ty, czy ja.
Tak?- Amethis spojrzała na młodego jednorożca.- A czy w każdej chwili mogłabyś go wypuścić z domu samego? Pozwolić mu iść gdzie zechce?
Elfka przemilczała komentarz. Bez słowa poszła do swojego pokoju.
Na urodziny dostała swój pierwszy miecz. Był zakrzywiony, kształtem przypominał trochę szablę. Rękojeść wieńczył piękny ametyst. Teraz wzięła go do ręki i przyglądała mu się uważnie. Nagle do drzwi ktoś zapukał i do pokoju weszła Arya.
-Lili- powiedziała.- Musimy porozmawiać. Bo... Pomyślałam sobie, że Ramr jest już dorosły, dałby sobie sam radę. Może powinnaś wypuścić go na wolność...
-Nie!- ucięła krótko córka.- On zostaje ze mną!
-Robisz mu krzywdę przetrzymując go...- Arya starała się nie krzyczeć, ale głos lekko jej się uniósł.
-Bo ty wiesz co jest najlepsze dla MOJEGO konia?! On był, jest i będzie mój!!!
Wciąż trzymając miecz razem z pasem w ręce, Lili wybiegła z pokoju. Szybko wyprowadziła Ramra przed dom i dosiadła go. Dopiero podczas szale podczas szaleńczego galopu przypięła nagi miecz u pasa i po dłuższej chwili zatrzymała Ramra. Pierwszy raz dosiadała tego rumaka, ale on był spokojny jak baranek. zsiadła z niego i przytuliła go. W głębi umysłu poczuła, że Amethis do niej leci i próbuję się z nią skontaktować, ale Liliana odrzuciła ten kontakt i zablokowała umysł. Nie chciała, by jej przeszkadzano.
Płakała wciąż tuląc do siebie łeb kopytnego przyjaciela. W końcu poczuła się dziwnie obojętna.
-Chcesz być wolny, przyjacielu?- spytała puszczając go z objęć.-Może tak będzie lepiej. Proszę, idź. Jesteś wolny. Nie zapomnę cię.
Odsunęła się, by koń mógł odejść.
Rumak przeszedł kilka kroków, po czym zatrzymał się i spojrzał na nią.
Ja ciebie też nie- usłyszała głębokie echo słów... Ramra. Koń przemawiał do niej w myślach, mimo iż osłaniała go tak, że nawet Amethis nie mogła obejść tej ochrony.- Podobno my jednorożce mamy dar przewidywania przyszłości. Nigdy nie czułem czegoś takiego, ale teraz mogę ci powiedzieć... obiecać, że jeszcze kiedyś się spotkamy. Na nieszczęście dla ciebie będę miał okazję spłacić dług wobec ciebie, twoich rodziców i smoków za uratowanie mi życia. Ale nie potrafię przewidzieć, czy dobrze się to skończy i ile czasu minie, nim te chwile nastaną.
Nie pozwalając Lili spytać o czym on mówi, pobiegł galopem w dal.
Po chwili obok wylądowała Amethis. Widząc jej wściekłe spojrzenie, odsłoniła umysł, by załagodzić sytuację.
Wypuściłam go- mruknęła.- Zadowolona?
Wiesz jak ja się o ciebie martwiłam?!- wybuchła smoczyca- Kiedy zorientowałam się, że wyjechałaś z domu na tym koniu, ty byłaś już za daleko, żeby nawiązać z tobą kontakt.
Wracajmy do domu. Muszę się jeszcze wytłumaczyć rodzicom.- dosiadła smoczycy.
Oj, będziesz się grubo tłumaczyć, moja mała. Wiesz jak przestraszyłaś Aryę, gdy wybiegłaś i zniknęłaś tak bez słowa?- wystartowała  w górę.
Po drodze Lili powtórzyła jej słowa Ramra.
Myślę- skomentowała Amethis- że nie możesz się tym zbytnio przejmować. Nawet jeśli mówił prawdę i przyszłość może przynieść ze sobą nieszczęśliwe wydarzenia, to dzisiaj jest dzisiaj, a jutro będzie jutro. Zamiast tracić życie na zamartwianie się nad tym, co przyjdzie, ciesz się tym, co masz teraz.
Lili była pewna, że usłyszała słowa prawdziwej mądrości...

*Eragon- mowa ty o elfie Eragonie, pierwszym Smoczym Jeźdźcu, który wraz ze swym smokiem, przerwał wojnę    smoczo-elfią.
**Bid'Daum- biały smok. Jako pierwszy złączył (zaprzyjaźnił) się z elfem (o imieniu Eragon.)

Następny post (7.04.2012): ,,Pierwsza miłość."

sobota, 10 marca 2012

Burza

Amethis gwałtownie wstała z ziemi i otrząsnęła się. Źrebak spojrzał jedynie na nią zaskoczony, ale nie odskoczył. Lili szczotkowała mu teraz ogonek.
Och, Lili!- powiedziała zirytowana Amethis.- Już minął tydzień odkąd on- wskazała konika- tu jest, a ty cały czas się nim zajmujesz. Zostaw go wreszcie i dosiądź mnie. Chciałabym rozprostować skrzydła.
Możesz polatać sama- oznajmiła elfka.- Właśnie kończę go czyścić, ale potem obiecałam Arthurowi, że porozmawiamy. Nie mieliśmy na to czasu odkąd się wyklułaś. A w między czasie muszę jeszcze nakarmić Ramra, pobawić się z nim, wyprowadzić go na wybieg, położyć spać...
Dość!!! Ciągle słyszę tylko: Ramr to, Ramr tamto... To może zostań jego Jeźdźcem?! A ja się dziwiłam reakcją mojej matki, gdy chciałaś go wziąć. Teraz rozumiem!
Smoczyca skoczyła w powietrze i zniknęła wśród gęstych, czarnych chmur. Lili nie wiedziała, co bardziej ją zaniepokoiło. Złość smoczycy, czy jej odlot, gdy zbierało się na deszcz.
Elfka zatrzęsła się pod nagłym podmuchem wiatru.
-Chodź, koniku- szepnęła.-Robi się zimno. Ona się trochę pozłości i wróci.
Założyła źrebakowi ręcznie robiony (ze sznurka) kantar, który zdjęła mu na czas czyszczenia, i poprowadziła go do domu.
Lili- Saphira właśnie wylądowała pod domem.- Gdzie jest Amethis?
-Nie wiem- Liliana puściła Ramra wolno w pomieszczeniu.- Gdzieś poleciała, a co?
To niedobrze... Bardzo tam w górze wieje. Do tego robi się coraz zimniej. Lepiej skontaktuj się z nią i powiedz, żeby wróciła.
Lili posłusznie posłała myśli ku swojej smoczycy, ale nie wyczuła jej w pobliżu.
Och- westchnęła w myślach, a jej napięcie z każdą chwilą wzrastało.- Nie ma jej. Odleciała zaledwie przed chwilą, a nie mogę wyczuć jej w pobliżu. Nawet gdyby nie chciała ze mną rozmawiać, a byłaby gdzieś w pobliżu, to mogłabym ją wyczuć. Na pewno nic jej nie jest, wiedziałabym o tym, ale GDZIE ona jest.
Lepiej będzie, jeśli ją poszukamy. Wskakuj!
Smoczyca kucnęła, a Lili zręcznie wsiadła jej na grzbiet.
- A wy gdzie?- spytała Arya, która właśnie wyszła z domu.- To niebezpieczne. Zaraz będzie burza.
Lila chciała odpowiedzieć, ale Saphira ją ubiegła:
Amethis zniknęła. Musimy jej poszukać, nim stanie się coś złego. Jak Eragon zapyta, to powiedz mu, gdzie poleciałyśmy. Ale dopiero, jak będę za daleko, by mógł mnie zatrzymać. Musze pomóc temu mojemu bezmyślnemu pisklakowi.
To powiedziawszy skoczyła w górę, nie czekając na sprzeciwy Aryi. Prąd powietrza od razu zarzucił nią kilka metrów do tyłu. Nie poddała się mu i dzielnie leciała przed siebie. Lot pod wiatr był wręcz niemożliwy. Tylko dzięki swojej sile i doświadczeniu w lataniu mogła się oprzeć huraganowi. Chwilę potem niebo przecięła błyskawica. I jeszcze jedna. Potem zaczął padać ulewny deszcz.
Saphiro- powiedziała Lili w myślach. Ze smokami rodziców (a także Vanilorem i Cierniem) wolała rozmawiać na głos, ale grzmoty zagłuszyłyby jej słowa.- Leć Z WIATREM, nie POD WIATR. Jeśli Amethis leciała tak jak my teraz, to na pewno nie dała rady się mu oprzeć i ją poniósł.
Saphira zawiesiła skrzydła, nie mając zupełnie wpływu na to, gdzie leci. Jedyne co teraz robiła, to starała się opaść niżej niż wierzchołki drzew, by nie była głównym celem, gdy będą błyskać kolejne pioruny.
-Czuje ją!!!- krzyknęła Lili radośnie, a dalej mówiła w myślach:
Ona jest gdzieś nie daleko. Ale nie porusza się. Jej bliskość nas rośnie, ale tylko o tyle, o ile ty się do niej zbliżasz.
Skontaktuj się z nią- poleciła Saphira bezsilnie.- Spytaj gdzie jest.
Nie... Nie mogę. Blokuje przede mną umysł. Bo my... trochę się pokłóciłyśmy. To dlatego poleciała. Chciała być jak najdalej ode mnie.
Wspaniale- mruknęła smoczyca sarkastycznie.- Będziesz pierwszym, i pewnie ostatnim, Jeźdźcem, który przez taką głupotę stracił smoka. Ta burza nie ustaje! Jest coraz gorzej, a ja słabnę!!!
Nie mów tak !!!- Lili właśnie zdała sobie sprawę, ze słów towarzyszki.- Nic jej nie będzie, a ty jesteś silniejsza, niż ci się zdaję.
Nagle wiatr zaczął wiać od góry na dół. Zmienił kierunek tak gwałtownie, że rzucił Saphirą o ziemię... i się uspokoił.
Po chwili obie zorientowały się, że są ze wszystkich stron otoczone niewielkimi, skalistymi wzgórzami (najwyżej pięciokrotnie przewyższały Saphirę i to one osłaniały je przed wiatrem), a obok nich stoi Amethis.
Liliana wykrzyknęła jej imię i przytuliły się.
Tak się martwiłam- powiedziała.- Przepraszam, że tak się zajmowałam Ramrem. Przepraszam...
Nie, to moja wina. Nie powinnam była tak ostro reagować.
Nie chce wam przerywać, ale mamy drobne kłopoty- powiedziała Saphira, patrząc w dal, na coś za córką i elfką.
Lili i Amethis odwróciły się, podążając za jej wzrokiem. Na to co zobaczyły, aż wstrzymały oddech. Za nimi najwyżej dwie minuty drogi od nich, przemieszczała się trąba powietrzna.
Lepiej lećmy stąd- dodała.
Stąd nie można wyjść- powiedziała Amethis.- Próbowałam. Wzgórza są zbyt strome, by po nich wejść, a wiatr nie pozwala wylecieć. Patrzcie.
Smoczyca skoczyła w górę machając skrzydłami, ale potężny wiatr rzucił nią o ziemię.
Musimy coś zrobić, ja się nie poddam- Saphira spojrzała przerażona w stronę tornada.
-Może...- powiedziała Lili drżącym głosem.- Może to przejdzie.
Oba smoki spojrzały na nią zirytowane. Saphira poruszyła się niespokojnie.
Możesz użyć magii- zasugerowała.
-Nie odepchnę trąby powietrznej. To by mnie zabiło!
Możliwe ale...- W oczach Amethis zalśniły iskierki nadziei.- Ale mogłabyś choć częściowo osłonić nas przed wiatrem.
Saphira już miała zaaprobować ten pomysł, gdy nagle usłyszała w myślach przerażony głos Eragona:
Saphira!!! Gdzie jesteście?!
Smoczyca odetchnęła i, starając się by jej głos nie zabrzmiał zbyt przerażony, odparła:
Wszystko w porządku, mój mały. Właśnie wracamy do domu tylko... nastąpiły małe komplikacje. A ty gdzie jesteś? Lili nie mogła skontaktować się z Amethis z domu, więc zgaduję, że tam cię nie ma.
Starała się, by ostatnie zdanie zabrzmiało oskarżycielsko i odwróciło jego uwagę od ich trójki.
Martwiłem się! Musiałem pójść cię poszukać.
Nie powinieneś... Wracaj do domu. Ja zaraz tam będę... chyba...
To powiedziawszy zablokowała umysł, nie pozwalając Eragonowi odpowiedzieć.
Zgodziła się z pomysłem Amethis.
Lili dosiadła swojej smoczycy i rzuciła zaklęcie zgodnie ze wskazówkami Saphiry. Od razu nie opadła z sił, bo, jak tłumaczyła Saphira, to zaklęcie będzie czerpało z jej sił dopiero, gdy wiatr uderzy i będzie musiało działać. Wtedy też będzie mogła je zakończyć, kiedy za bardzo się zmęczy.
No to lecimy- powiedziała Amethis, spoglądając niespokojnie w stronę tornada odległego od nich najwyżej o 15 sekund. Obie smoczyce wystartowały. Wiatr nie uderzył w nie tak, jak wcześniej, ale Lili zachwiała się na grzbiecie smoczycy. Z każdą sekundą robiła się coraz słabsza, a jakby tego było jeszcze mało, to Amethis nie była osiodłana, a jej łuskowaty, mokry od deszczu grzbiet był bardzo śliski.
Amethis...- wyjęczała elfka.
Jeszcze chwilę, Lili, wytrzymaj.
I faktycznie długo nie musiała trzymać zaklęcia. Po kilku sekundach Saphira zarządziła, że dalej dadzą radę lecieć. A ponieważ wiatr zmienił kierunek, to lot był bardzo przyjemny. W mgnieniu oka znalazły się pod domem. Smoki wylądowały, a pod dom wybiegli Eragon i Arya. Oboje bardzo się martwili o całą trójkę. Saphira niechętnie opowiedziała o tym, co się stało. Gdy to opowiadała nawet Arthur, który wciąż był zły na Lilę, że go wydała i nie był już teraz Jeźdźcem, słuchał z zainteresowaniem. A kiedy elfka szła do swojego pokoju założyć jakieś suche ubranie (wcześniej nie miała na to czasu) zatrzymał ją.
-Naprawdę to wszystko przeżyłaś przed chwilą?- spytał.
-Tak- odpowiedziała unikając jego spojrzenia. Ostatnio bardzo się oddalili (ona i Arthur) od siebie.
-Ale ci zazdroszczę!
-Ja się cały czas zastanawiałam, czy ujdziemy z tego żywe, a ty chętnie zająłbyś moje miejsce? Jeśli tak, to może faktycznie bardziej nadajesz się na Jeźdźca niż ja- widząc jego smutne oczy położyła mu rękę na ramieniu i dodała:-Spokojnie. Jest jeszcze dużo jaj, może któreś się dla ciebie wykluje.
-To nie takie proste jak myślisz. Jako jedyny w naszej rodzinie nie mam smoka. A do tego nie jestem nawet nieśmiertelny. Czyżbyś zapomniała, że tata jest człowiekiem? Jeśli nie będę miał smoka to mogę żyć długo, ale nie wiecznie. A jedyne jajo, które może się wykluć dla Jeźdźca to jest to brązowe, które trzymałem w rękach, a smoczek się nie wykluł.
- Może nie był jeszcze gotowy, by się wykluć. A poza tym będą inne- powiedziała Lili i zniknęła w swoim pokoju.

Następny post: ,,Tajemnica Ramra."

niedziela, 26 lutego 2012

Ramr C.D.

Amethis chciała zrobić beczkę w powietrzu, ale Lili wyczuła jej zamiary i powstrzymała ją szybko.
Ramr spadnie- powiedziała.
Smoczyca prychnęła nie zadowolona (przypominała tym bardzo Saphirę), ale nie kłóciła się, tylko uległa.
Daleko jeszcze do domu?- spytała Saphirę.
Jeszcze z godzinę drogi- odpowiedziała.- A czemu pytasz?
Ametystowa smoczyca odetchnęła głośno i z jej nozdrzy uleciał obłoczek dymu (nie ziała jeszcze ogniem).
Och... Skrzydła mi już odpadają!
Wytrzymasz. To nie był mój pomysł, żeby wracać tak nagle.
Amethis odwróciła głowę, spoglądając na Lili. Saphira zrobiła to samo.
-No, nie patrzcie tak na mnie!- broniła się elfka.- Nie mogłam go tak zostawić- wskazała śpiącego w jej ramionach konika.- Poza tym już dolatujemy.
Lili!- Amethis zniżyła lot tak, że mogłaby dotykać nogami nieskazitelnej tafli wody.- Ja naprawdę nie daję rady. Mama jest starsza nawet od ciebie. I przywykła do takich lotów. Jeśli za pięć minut nie znajdziemy jakiegoś lądu, to ja ląduję w wodzie!
Spokojnie. Pomogę ci.
Lili położyła jej rękę  na szyi i smoczyca poczuła, jak wlewa się w nią energia od elfki.
Lepiej?- spytała Lila, dysząc lekko.
Och tak! Dziękuję.
Saphira obserwowała ich z dumą.
Jak na takie pisklaki, to świetnie potrafią współpracować- pomyślała.
Resztę drogi pokonały w milczeniu. Lili była zbyt zmęczona na rozmowę (po za tym nie chciała budzić Ramra), a smoki całkowicie skupiły się na locie. Mknęły tak szybko, że do wybrzeża Vroengardu dotarły dwa razy szybciej, niż przewidywała Saphira. Saphira ciężko wylądowała na skalistej plaży. Posyłając myśli przed siebie krzyknęła:
Eragonie!!! 
Saphira!- padła odpowiedź.- Już wróciliście? Czemu tak szybko? 
Lili znalazła sobie... nowe zwierzątko. 
Zwierzątko? O czym ty mówisz? 
Właśnie wylądowaliśmy.  Amethis wróci to zobaczysz. Ja będę później, bo chciałabym się zobaczyć z Vanilorem. Ostatnio widziałam go jeszcze przed wykluciem Amethis.
W porządku. Sprawy potoczyły się tak, że ani ja, ani Roran nie mamy czasu się spotkać, ale ty leć zobaczyć się z ukochanym.
Saphira była pewna, że Eragon uśmiechnął się, wypowiadając te słowa. Zobaczyła, jak obok niej ląduje Amethis. Przekazała jej, że ona nie będzie im towarzyszyć do domu.
Och- westchnęła Amethis.- Jakże bym chciała polecieć z tobą. Jeszcze nie widziałam ojca.
Będziesz miała jeszcze okazję- powiedziała, a potem, kierując swe myśli tylko do córki, dodała:- Pamiętaj, moja mała, że zadaniem smoka jest chronić swego Jeźdźca. Eragon żyje jeszcze, bo zawsze ja jestem obok. Jak się oddalam, to wiem, że on umie sobie poradzić. Ma też Aryę i Opheilę obok. Ale nigdy go nie zostawiam, gdy instynkt mówi mi, by tego nie robić. Do domu jest kilka minut drogi na skrzydłach. Lili jest taka młoda... Nie jest dobrym pomysłem zostawiać jej samej na odludziu.
Saphira wzbiła się w górę i poleciała. Amethis myślała nad jej słowami. Z zamyślenia wyrwała ją Lili. Elfka położyła jej rękę na szyi, łagodnie gładząc znajdujące się tam łuski.
Idziemy?- spytała łagodnie.  
Smoczyca w odpowiedzi skinęła głową.

*          *          *  

Pod domem zobaczyły złote łuski Opheili. Smoczyca wygrzewała się w słońcu. Obok na trawie siedzieli Eragon i Arya.
Opheila pierwsza zauważyła siostrę i jej Jeźdźca.
Patrz!- powiedziała do Aryi.
Elfka wstała i wyszła im na spotkanie. Eragon poszedł za nią.
Lili zeszła ze swojej smoczycy, zostawiając Ramra tam, gdzie przespał całą podróż, a nikt go nie zauważył.  
Arya chwyciła córkę czule za dłonie. 
- Jak dobrze cię mieć tutaj, przy nas- powiedziała.- Tak się martwiłam.
-Och, mamo- na policzkach Lili zakwitły lekkie rumieńce.- Przecież miałam świetnych ochroniarzy- położyła rękę na nodze Amethis.- Ale i tak nic złego nas nie spotkało.
Amethis chciała powiedzieć o kłusownikach, ale Lili powstrzymała ją szybką myślą:
Ciiii. Zawrzyjmy układ, że nie będziemy mówić o tym, co zdarzyło się na stałym lądzie. Gdy pokażę im Ramra, przyjmijmy wersję, że matka go porzuciła, a ja postanowiłam się nim zaopiekować. Jeśli się dowiedzą, że miałyśmy kłopoty, to już nigdy nie wypuszczą mnie z domu. Połóż się, to zdejmę Ramra. 
Smoczyca posłusznie wykonała polecenie.
Lili wzięła na ręce malutkiego, aczkolwiek dość ciężkiego konika.
- Mamo, tato, to jest Ramr. Znalazłam go porzuconego i wycieńczonego. Mogę go zatrzymać? Proszę...
Arya z Eragonem popatrzyli po sobie.
-Oczywiście- odpowiedział Eragon.- Mamy tu dużo miejsca, a przecież nie zostawimy go na pastwę Saphiry- uśmiechnął się.
Słyszałam!- skomentowała Saphira. Jej myśli były dość słabe ze względu, na dzielącą ich odległość.  
A ty nie powinnaś być czasem z Vanilorem? 
Jestem z nim cały czas, ale chciałam wiedzieć, jak zareagujesz na  tego kopytnego.- odpowiedziała i zablokowała umysł, by mieć prywatność z zielonym smokiem.
-No cóż- powiedziała Arya.- Zapraszam do domu. Pewnie jesteście głodne. Przygotowałam obiad. Przykro mi, Amethis, ale jeśli nie zrezygnujesz z mięsa, to sama musisz zapolować.
Nie... Niekoniecznie. Zjem chętnie z wami. -odparła.
Eragon uniósł brwi zaskoczony. Saphira wolałaby polować, nawet gdyby miała się czołgać ze zmęczenia, niż zjeść owoce i warzywa.
-Uważaj, tato, bo może znów nas podsłuchuje- powiedziała Lili żartobliwie. Wszyscy się roześmiali i poszli jeść.

*          *          * 

Po obiedzie Lili czyściła Ramra. Źrebak stał zupełnie spokojnie. Na koniec elfka pogłaskała go po czole. Wydawało jej się, że konik ma na środku czoła twardą narośl. Zawołała ojca.
Eragon położył dłoń na głowie źrebaka.
- Waise heill!(Bądź uzdrowiony!)- polecił.
Gedwey ignasia zalśniła, ale narośl z głowy konika nie zniknęła.
-Lili... Czy wszystkie konie, które widziałaś (elfka o wszystkim, oprócz kłusowników, powiedziała przy obiedzie) były białe?- spytał Eragon z zamyślonym wyrazem twarzy.
-Tak- potwierdziła córka.
-I nie widziałaś żadnego z przodu?
-Nie. Wszystkie biegły i widziałam wszystkie od tyłu.
- Nie... To niemożliwe...- powiedział tak, jakby sam siebie próbował o czymś przekonać.
-Co?- Lili spojrzała na niego.
-Nie, nic. Czyść go dalej.
Eragon odszedł. Lili wzięła się za czyszczenie kopyt Ramra. Jednak cały czas nurtowało ją te same pytania: ,,O co chodziło tacie?" ,,Czy on wie, co się stało Ramrowi w łebek?".
Czas pokaże- uspokoiła ją leżąca obok Amethis. 

sobota, 18 lutego 2012

Ramr

Następnego dnia, gdy Lili i Amethis rozmawiały nie mogąc się nacieszyć swoim towarzystwem, obok nich wylądowała Saphira.
Nie traćmy czasu, pisklaki- powiedziała.- Musimy nadrobić dużo lekcji. Wczoraj Eragon dał wam spokój, ale dziś nie odpuści. Czeka na was na najbliższej skale. Kazał mi was wezwać. No to chodźcie.
Saphira wzbiła się w górę i po chwili zniknęła im z oczu. Na szczęście Amethis sama znała drogę, bo w  tym samym miejscu pobierała nauki z Arthurem.
Wylądowała przed Eragonem. On się uśmiechnął i poklepał ją po nodze.
-Myślałem, że zabłądziłyście- powiedział żartobliwie.- Co tak długo?
Długo?- Amethis złożyła skrzydła.- Od razu tu przyleciałyśmy.
No to do roboty- wtrąciła Saphira.- Dziś będzie w miarę lekki dzień. Ponieważ nie możemy zacząć waszych lekcji od nowa postanowiliśmy...
-... że w skrócie pokażemy ci, Lili...
...czego nauczył się Arthur...
-...a w domu to poćwiczysz. Cóż za...
...swoje błędy trzeba płacić swoim wolnym czasem.
Lili bardzo irytowało, gdy mówili na zmianę, ale nie śmiała im zwrócić uwagi. Widocznie Amethis podsłuchała jej myśli, bo powiedziała:
Spokojnie. Oni tak często robią, a pomyśl, że jeszcze trochę czasu będziemy ze sobą współpracować i też zaczniemy mówić na zmianę.
Więc Amethis położyła się za Lilianą, podczas gdy Eragon i Saphira tłumaczyli jej kilka szczegółów, których nauczyli Arthura. Smoczyca czasem coś wtrąciła, ale przez większość czasu leżała w ciszy, pozwalając ich nauczycielom wszystko dokładnie wytłumaczyć.
-To by było tyle na dzisiaj- powiedział w końcu Eragon.- Macie wolne. Możecie gdzieś polecieć razem.
Lili i Amethis naradzały się chwilę, aż w końcu smoczyca spytała:
A możemy polecieć na stały ląd? Szybko byśmy wróciły.
Eragon otworzył usta, by się nie zgodzić, ale Saphira była szybsza:
Oczywiście, że możecie, ale pod warunkiem, że ja polecę z wami, by was ochronić w razie zagrożenia.
Smoczyca spojrzała na Eragona oczekując ostrej dezaprobaty, ale w jego oczach zalśniła iskierka zadowolenia.
Więc mogę lecieć z wami?- spytała smoczyca.
-Oczywiście!- zawołała Lila i zarzuciła jej ręce na szyję, a potem jej wzrok przeskoczył na Eragona.-Tato?
Eragon rozłożył ręce i uśmiechnął się.
-Oczywiście. Lećcie- urwał, gdy córka go przytuliła, a potem mówił dalej.- Ale wolę byście dzisiaj zostały. Wylećcie jutro o świcie. Dziś jest już późno. Już ciemno się zrobi, gdy będziecie jeszcze nad morzem.
Wszyscy zgodnie stwierdzili, że najlepiej będzie wyruszyć jutro.

*          *          *

Lilę obudziło mocne szturchnięcie w ramię. Otworzyła oczy i zobaczyła ametystowy pysk swojej smoczycy.
Już jest rano?- spytała.
Wstawaj śpiochu- Amethis znów ją trąciła.- Saphira czeka na nas na zewnątrz i zaczyna się niecierpliwić. No chodź!
Elfka wyczołgała się z łóżka i od razu wsiadła na smoczycę, bo była zbyt śpiąca, by iść. Zapięła paski przy siodle, które już wczoraj jej założyła i dokładnie sprawdziła, czy nie jest gdzieś przetarte.
Amethis wystartowała ze swojego posłania w domu w pokoju Lili (w każdym pokoju w domu było miejsce dla smoka i gdy na jaw wyszło oszustwo Arthura wystarczyło, że przeniosła się z jego pokoju do Lili). Nie lądowała już na ziemi, by nie tracić czasu. Saphira dołączyła do nich w górze.
Postarajcie się nie zostać bardzo w tyle- powiedziała i przyspieszyła, lecąc jak błyskawica.
Mimo iż Amethis była od niej dużo mniejsza, nie zostawała bardzo w tyle.
Mamo- wysapała w końcu- może nie znam się tak bardzo na lataniu jak ty, ale nie sądzisz, że powinnyśmy zwolnić? Lecąc tak szybko równie szybko się zmęczymy, a gdy będziemy nad wodą nie będzie gdzie wylądować. Nie ryzykowałabym pływania, bo już raz widziałam tego... Nidwhala. Smokożerny stwór...
Rozbawiona smoczyca wypuściła samotny jęzor ognia.
Jesteś nieźle zorientowana. Spokojnie. Tak szybko nie opadniemy z sił, a już trochę zwolniłyśmy.
Dalej leciały w milczeniu.
Słońce już zachodziło, gdy smoki doleciały do gór Kośćca. Tam rozbiły obóz. Smoczyce zapolowały na tamtejsze sarny, których nie brakowało, a Lili wyjęła z juków siodła kilka owoców (też przygotowanych wczoraj) i usmażyła je na ognisku. Potem wszyscy zasnęli.
Rano poleciały dalej w kierunku Gileadu, a potem wzdłuż Ramru. Nagle Amethis zobaczyła stado dzikich, śnieżnobiałych koni. A kilkadziesiąt metrów dalej ich śladami ruszali kłusownicy.
O nie!!!- syknęła Lili.- Postaw mnie na ziemi, Amethis.
Ale...
Już!
Smoczyca spojrzała na Saphirę w poszukiwaniu pomocy, ale ona skinęła tylko głową.
Amethis wylądowała, a gdy Lila stanęła na ziemi, znów wzbiła się w górę pozostając w pobliżu.
-Słuchajcie...- powiedziała do koni, a widząc ich strach dodała.- Spokojnie... Eka ai fricai un Shur'tugal (Jestem Jeźdźcem i przyjacielem). 
Rumaki zastrzygły uszami zaciekawione, ale nagle zerwały się do biegu.
Po chwili w zasięg wzroku wbiegli myśliwi.
-Ty spłoszyłaś konie!- krzyknął jeden z nich.- Brać ją!!!
wszyscy pobiegli w jej kierunku, a gdy chciała uciekać zauważyła, że jest otoczona.
Amethis!!!- krzyknęła, rozpaczliwie pragnąć, by smoczyca była przy niej.
Ale nie trzeba było jej teraz wołać, bo w tym momencie obie smoczyce opadły z nieba i rzuciły się na kłusowników.
Po chwili nie było już żadnego z nich. Kilku uciekło, ale reszta stanowiła śniadanie dla smoków.
Lili!- upomniała ją Amethis.- Mogło ci się coś stać. Lećmy dalej.
W tej chwili elfka usłyszała ciche rżenie. Przeszła kilka kroków dalej i zobaczyła... malutkiego źrebaczka!
Konik był taki malutki... Mógł przyjść na świat najwyżej kilka godzin wcześniej.
 
 Lili wzięła go na ręce.
Co zamierzasz zrobić z tym kopytnym?- spytała Saphira zirytowana.
-Jak to co? Zatrzymam go.
Lili położyła źrebaka na łęku siodła Amethis, a potem sama ją dosiadła.
-Zmiana planów- oznajmiła.- Wracajmy do domu.
Smoki wystartowały.
Już widzę jak Eragon zareaguje na tego konia- skomentowała Saphira.
Jak go nazwiesz?- spytała Amethis, by rozładować napięcie.
Znalazłam go przy Ramrze, to niech ma na imię Ramr.
Dwa smoki leciały w chmurach, a Ramr spał, nawet nieświadomy tego, że leci na bestii.